Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 23 grudnia 2012

Drake Smith

Drake Smith (19l.) - Miły, uroczy i czarujący chłopak. Student w szkole aktorskiej. Typ Bad Boy'a z wielkim serce. Gdy spotyka Oliwię zakochuje się w niej. Z czasem stają się najlepszymi przyjaciółmi. Pomaga jej w trudnych chwilach. Nienawidzi One Direction, a zwłaszcza Harrego.

Alice

Siema, tu Carmen <3
Daję Wam nocię z Alice :D
 Alice Stoner (Ali, Al, Allen) 18 lat. Al jest uroczą dziewczyną. Z Carmen przyjaźnią się od 3 roku życia. Wiedzą o sobie wszystko, i zrobią dla siebie wszystko. Nie jest zbyt pewna facetów, ale nie miała z nimi kłopotów w przeszłości. Jest nieuleczalną romantyczką, podobnie jak Car. Ma poczucie godności i własny honor. Uwielbia kolor fioletowy i psy. Słucha 1D i innych popowych wykonawców.

I tylee :D Z okazji Świąt, życzę Wam zdrowia, szczęścia, pomyślności, spełnienia marzeń i 1D pod choinką!! <3 Całusy Car ;*

Rozdział IX

*Z perspektywy Oliwi*


Dojechaliśmy do domu chłopaków. Bardzo cieszyłam się, że będę mogła u nich przenocować. Jednak obawiałam się reakcji Harrego. On jako jedyny nie był do mnie przekonany.
-Liam, jakby coś to śpię na kanapie.- on tylko prychnął i spojrzał na mnie ze śmiechem.
-Nie wygłupiaj się. Śpisz w pokoju któregoś z nas. Goście nie śpią na kanapach.- przewróciłam oczami.
-Ok chodźmy.- zgasił silnik i wyszliśmy z samochodu. Na zewnątrz sypał śnieg, a siarczysty mróz spowodował, że moje włosy zaczęły zamarzać. Liam zadzwonił dzwonkiem do drzwi. Usłyszeliśmy, że głośne śmiechy ucichły, a po chwili też zbliżające się kroki. Payne schował mnie za plecami. Otworzył nam blondyn, który od razu się wyszczerzył.
-Ooo Liam! Chłopaki, będzie żarcie!!!- wydarł się Horan, a wszyscy zaczęli się zlatywać i po chwili cała czwórka patrzyła na bruneta, jak na zbawienie.
-Hahaha.. mam coś o wiele lepszego od jedzenia Niall.- pokręcił głową z dezaprobatą.
Blondas wytrzeszczył gały z nie do wierzenia.
-Co może być lepsze od jedzenia?- zakpił z brązowookiego.
-Hmm, na przykład ona.- odsunął się na bok, a wzrok wszystkich skierował się na mnie. Niall z Zaynem uśmiechnęli się radośnie, a Hazza... spoglądną na mnie lekko zszokowany, ale ocknął się i przybrał kamienny wyraz twarzy.
-Cześć wam.- pomachałam im wesoło.
-Hej Oli!- krzyknął mulat równocześnie z głodomorkiem.
-Ta.. cześć.- mruknął z niezadowoleniem Styles i odszedł w głąb salonu.
Reszta zmierzyła go. Starałam nie przejmować się negatywnym nastawieniem loczka do mojej osoby.
-Robimy seans??- zapytał z nadzieją Niall.
-Ok. spokojnie. Niech pierwsze zdejmą te kurtki.- tak jak powiedział Malik tak też zrobiliśmy. Chłopcy zabrali mnie do salonu, a Liam poszedł zrobić herbatę i przynieść smakołyki.
Gdy weszliśmy do pomieszczenia, Harry siedział nad pudełkiem płyt zastanawiając się co wybrać.
-Ja nie mam pomysłu na film, może wy coś doradzicie?- przeleciał ich wzrokiem, który zatrzymał się na mnie. Uniósł jedną brew i uśmiechnął się cwaniacko.
-Spoko. Co powiecie na... "Dead Snow"?- cała trójka przyjrzała mi się uważnie, a Horan głośno przełknął ślinę.
-Nie mamy aż takich  Horrorów.- zauważył Zayn.
-Spokojnie. Ja mam go ze sobą. Ostatnio kupiłam ten film w sklepie i do tej pory nie wypakowałam.- pokazałam im płytę, którą wyciągnęłam z torebki.
-Hmm.. odważna jesteś. Zobaczymy czy w trakcie też tak będzie.- powiedział Loczek rozsiadając się wygodnie na kanapie. Zignorowałam jego zaczepkę i podeszłam do Liama, który wyszedł z kuchni niosąc jedzenie. Zabrałam połowę przysmaków i ułożyłam na stole.
W tym czasie każdy zajął już swoje miejsce. Na moje nieszczęście jedyne wolne było koło Hazzy.
Postanowiłam grać twardo i bez wzruszenia usiadłam koło niego, czyli na brzegu kanapy. Udało mi się to, ale w środku, aż mnie rozrywało. Wzięłam po cichu głęboki wdech i zaczęłam oglądać.
Każdy oglądał zawzięcie. Nigdy nie widziałam ich tak skupionych. Widać, że powstrzymywali się od krzyków, gdyż sceny były naprawdę straszne. Mnie to nie ruszało. Byłam przyzwyczajona do tego typu kategorii filmowych. Od czasu do czasu czułam na sobie spojrzenie Harrego. Po jego wyrazie miny zauważyłam, że jest lekko wystraszony. Miałam już pewien plan co do niego. Gdy akcja rozkręciła się na tyle, że nawet ja mogłabym się bać, postanowiłam zrealizować wcześniej obrany zamiar.
Po chwili w telewizji rozległ się głośny krzyk, w tej samej sekundzie wbiłam dwa palce w żebra Stylesa, a ten stanął na równe nogi jak oparzony, piszcząc przy tym jak mała dziewczynka. Chłopcy siedzieli jak sparaliżowani, dopiero po jakiejś chwili dołączyli do mnie śmiejąc się jak wariaci. Z tego wszystkiego spadłam z kanapy tarzając  się po ziemi. Hazza był strasznie czerwony, tylko nie wiedziałam czy to ze wstydu czy ze złości. Poturlałam mu się pod nogi. Przykucnął na de mną i spojrzał w oczy.
-Jeszcze się policzymy.- ten błysk.. poczułam się nieswojo.- wstałam i usiadłam koło Zayna, który tak jak reszta dalej dławił się śmiechem.
-Ahahahaha! Nareszcie ktoś zgasił naszego króla.- parsknął Liam.
-Stary! Żałuj, że nie widziałeś swojej miny.- nabijał się Niall.
-No Haroldziku, aahaha dziewczyna ahaha cię ahaha wystraszyła ahahahaahha!- Zayn ledwo co mówił, co rozbawiło mnie, lecz postanowiłam zachować zimną krew.
-No dobrze panowie. Co za dużo to nie zdrowo. Dokończymy ten film, czy na dzisiaj koniec?- posłałam im pytające spojrzenie.
-Jest już 2:00. Chodźmy spać. Dokończymy ten film jak dołączą do nas Louis z Caroline.- ogłosił Payne, a my przytaknęliśmy mu. 
-Zostaje jeszcze jedna sprawa. Kto śpi z Oliwią?- dodał po chwili.
-Ja mogę.- wyprzedził Malika Styles.
-Ja mogę na kana..-przerwał mi Harry ciągnąc mnie za rękę.
-Śpisz u mnie.- zdziwiona podążyłam niepewnym krokiem z nim. Przypomniałam sobie, że Harry chciał się mi odegrać za tą sytuacje. Nie miałam ochoty z nim spać. Weszliśmy po schodach na drugie piętro. Jak się okazało, jego pokój znajdował się na końcu korytarza. Otworzył drzwi i wpuścił mnie pierwszą. Wszędzie było ciemno. Usłyszałam trzask drzwi. Wszedł za mną. Bałam się co będzie chciał zrobić, a na dodatek nic nie widziałam.
-Harry? Co ty robisz? Zapal światło nic nie widzę.- nikt mi nie odpowiedział.
-Zachowujesz się jak dziecko. Tam to w salonie było dla żartów.- dalej nic. 
Strasznie chciało mi się spać, ale z Stylesem w jednym pokoju, a co dopiero w łóżku było stresujące. Nie wiadomo co może przyjść mu do głowy.
Nagle na karku poczułam gorący oddech, a zaraz czyjeś dłonie na talli. Odwróciłam się gwałtownie i wpadłam w ramiona, zapewne Hazzie, bo tylko on tu był.
-Ooo, ale się boję. Weź.. puść mnie.- nie posłuchał.
-Więc zamierzasz torturować mnie całą noc i nawet nie odezwać się słowem?- straciłam grunt pod nogami.
Chłopak podniósł mnie.
-Kto powiedział, że będę cię torturował.- jego niski, zachrypnięty głos sprawił, że moje ciało przeszły dreszcze.
-Ok...a mogę wiedzieć po co niesiesz mnie na rękach?- cicho zaśmiał się pod nosem.
-Zobaczysz...- byłam zdezorientowana. O co może mu chodzić? Wyrwałam się i pobiegłam na drugi koniec pokoju potykając się o różne rzeczy.
-A więc tak się bawimy?- czułam, że zbliża się w moim kierunku.
-Harry, jeżeli chodziło ci o zemstę, to udało ci się. Boję się, nie wiem o co ci chodzi. Starczy?- zaczęłam cofać się do tyłu, aż natrafiłam na ścianę, a on stanął kilka centymetrów prze de mną. Oparł rękę o ścianę.
-Koniec ucieczki. Co teraz zrobisz?- nachylił się nie wiele nad moją twarzą, tak, że czułam jego oddech na ustach.
-A co mam zrobić?- uniosłam jedną brew, ale on i tak tego nie widział.
-Być moja...- szepnął, a nasze usta dzieliły tylko milimetry. Wtedy łokciem uderzyłam o ścianę, tym samym zapalając światło.
-Aaaaa!- krzyknęłam z przerażenia. Styles był w stroju wampira. Długie kły, blada cera, włosy ułożone do tyłu, smoking i oczy podkreślone na czarno. Wyglądał bardzo przystojnie.
-Ahhahaha, mówiłem, że pożałujesz?- spojrzałam na niego z politowaniem.
-Wystraszyłam się twojego wyglądu, bo wiesz.. w sypialni, to ty raczej nago chodzisz, więc wiesz... krzyczę na zapas.- uśmiechnęłam się cwaniacko.
-Taa jasne.- zmrużył oczy.
-Dobra. Dość tych żartów. Chcę iść spać. Jeżeli chciałeś mnie tylko przestraszyć, to chyba pójdę już do salonu.- powoli zmierzałam do drzwi, ale on złapał mnie za rękę.
-Połóż się.- nie pewnie ruszyłam w stronę łóżka. W końcu ległam. Po chwili chłopak znalazł się obok.
W ciszy leżeliśmy, nic do siebie nie mówiąc. Po jakimś czasie zasnęłam.

*Perspective by Caroline*


Otworzyła oczy i zerknęłam na budzik w kształcie króliczka z pluszową obudową. Wskazywał piętnaście po dziewiątej. Usłyszałam sygnał mojego telefonu.
-Haloo...- stwierdziłam, że mam straszną chrypkę.
-Siema Car!- usłyszałam radosny, znany mi głos.
-Dzień dobry. Przepraszam, z kim rozmawiam?- gestem nakazałam Louisowi być cicho.
-Nie poznajesz mnie? Carmen!- nie wiedziałam kto to jest, i ciągle nie byłam pewna.
-Świetnie, ale przepraszam. Ciągle pani nie poznaję.- Lou zaczął się ze mnie śmiać.
-Panna Caroline Dorothy Cecyly Adams, mająca lat osiemnaście. Zauroczona w Louisie Williamie Tomlinsonie z zespołu One Direction.- dalej nie wiedziałam kim jest ta kobieta.
- Przykro mi naprawdę...- przerwała mi.
-Możemy się spotkać. Dziś o 10:30 w MSC?- w głosie dziewczyny brzmiała rozpaczliwa nadzieja.
-Dobrze. Do zobaczenia.- rozłączyłam się i odłożyłam komórkę na szafkę nocną.
Popatrzyłam się Louisowi w oczy.
-Caroline, wiesz, że jak umówiłaś się z tą laską na...- nie skończył.
-Laską!- zaczęłam bić go poduszką po głowie.
-Myszko! Nie chciałem!- zaczął mnie łaskotać.
Zerwałam się z łóżka i zbiegłam na dół do salonu. Pasiasty pobiegł za mną i złapał mnie w pasie.Poczułam , że się unoszę i ląduję na sofie.
-Lou wiesz, że za piętnaście minut mam być w MSC?- wstałam i ruszyłam w stronę łazienki.
Nawet nie zdążyłam wejść pod prysznic i już musiałam się ubrać. Narzuciłam czarne leginsy , jaskrawo zieloną tunikę i rażąco niebieskie botki oraz bijącą po oczach żółtą, skórzaną, krótką kurtkę.
-Wyglądasz..niezwykle kolorowo.- Louis przygotowany do wyjścia stał w przed pokoju.
-Dziękuję.- wystawiłam język i wyszliśmy przed willę. Sięgnęłam po klucz kiedy usłyszałam trzask robionego zdięcia. Gdy zamknęłam drzwi weszliśmy do auta Louisa.
-Lou...-zaczęła cicho.
-Chodzi ci o to zdięcie?
-Nie..-pokręciłam przecząco głową.
-Chodzi mi o to, że chociaż między nami nic jeszcze nie zaszło, to zachowujemy się jak para.- wydusiłam to z siebie.
-Słuchaj, może dla ciebie pocałunki to nic, ale...- przerwałam mu.
-Chodziło mi o coś głębszego, co mogłoby głęboko w nas wejść..- i chociaż chwila nas nie nastrajała oboje wybuchliśmy śmiechem. Zatrzymaliśmy się. Pocałował mnie w policzek.
-Pa...Powodzenia.- objął mnie jedną ręką.
-Nie dziękuję.- wyszłam z samochodu.
Opuścił szybę i rzucił jeszcze.
-Będę tutaj czekał.
Posłałam mu uśmiech. Weszła do MSC i usiadłam przy oknie, i patrzyłam na Louisa siedzącego w aucie. Po chwili otrzymałam shake'a którego chwile temu zamówiłam. 
-Truskawka?-usłyszałam znany mi głos i ktoś dosiadł się do mnie.
-Harry!- ucieszyłam się na widok kolegi.
-Jak myślisz..Przyjdzie??- spojrzałam na niego.
-Nie wiem... Jeśli powiedział, że tak, to tak.- spojrzał na mnie życzliwie, chociaż jego twarz była kamienna.
-Raczej powiedziała... Jakaś obca laska dzwoni do mnie, umawia się w MSC i nie przyjeżdża.
-Albo stoi w wejściu i obserwuje nas.- spojrzałam na wysoką ciemnowłosą dziewczynę, która ubrana w szary płaszcz podchodziła do nas. Wyglądała jak Dulce Maria.
-Myślisz, że to właśnie ta dziewczyna?- uśmiechnął się do mnie i upił łyk swojego shake'a.
-Toffi?- oboje uśmiechnęliśmy się.
-Louis cuę tu odwiózł?- spojrzałam na niego zdziwiona.
-Tak, a co?- spojrzałam na niego zdziwiona.
-Nic...spaliście ze sobą?-ciągnął dalej.
-Raczej obok siebie... Harry co to za wywiad?
-Przepraszam, ale Niall..On.. On cię uwielbia. - przerwała mu owa dziewczyna.
-Caroline!!!!- wykrzyknęła i zaczęła mnie mocno przytulać. Wtedy zaskoczyłam kto to.
-Alice!- mocno objęłam kobietę i łzy zalśniły mi w oczach.
-Harry poznaj Alice Stoner.- mocno przytuliłam Hazzę.
-Alice, miło mi.- wyciągnęła rękę.
-Harry. Mnie również. - uścisnął jej dłoń i popatrzył w okno.
-Sorry dziewczyny, ale muszę lecieć. Paa.-zniknął.
-Chodź. Muszę coś komuś powiedzieć i jedziemy do mnie.- pociągnęłam ją do wyjścia. Doszłyśmy do auta. Zapukałam w szybę. Drzwi się otworzyły.
-Louis, kotku, podwieziesz Nas do domu?-strzeliłam uśmiech po czym wybuchnęłam śmiechem na widok miny Alice.
-Zdziwiona Harrym czy zszokowana Lou?- z dezaprobatą pokręciła głową.

sobota, 22 grudnia 2012

Rozdział VIII

*Z perspektywy Oliwi*


-Lou? Co ty tutaj robisz?- bardzo zszokował mnie jego widok, a zwłaszcza, że Caroline z nim nie było.
-Chciałem porozmawiać... Z tobą.- dodał widząc moją reakcję.
-Niech zgadnę...- udawałam, że myślę.
-Hmmm.. o świętach? Nie... O wiecznie niepohamowanym napadem głodu Nialla? Nie... o tym dlaczego Hazza mnie nie lubi? Nie.. tego nikt nie wie... hmm może..- przerwał mi.
-Olii...- zaśmiał się kręcąc głową.
-No dobra ... o Caroline?- uniosłam cwaniacko brew.
-Tak.- zaczerwienił się lekko.
-Pomogę ci z wielką chęcią. Pewnie już nigdy nie trafi na takiego chłopaka jak ty, więc wiesz... doradzę ci w każdym szczególe.- pan marchewka automatycznie rozluźnił się po mojej wypowiedzi.
-Więc co chciałbyś wiedzieć?- posłałam pytające spojrzenie w jego kierunku.
-Co mam zrobić, żeby ona zwróciła na mnie uwagę? Nic na nią nie działa. Pocałuję ją. Odwzajemni i ucieka.  Co jest ze mną nie tak?- uniósł bezradnie ręce ku górze.
-Z tobą jest wszystko ok. Caroline w przeszłości miała miłosne zawody i teraz jeżeli chodzi o chłopaków jest bardzo ostrożna. Boi się angażować w związki za szybko, bo nie chce potem być zraniona.- Louis słuchał mnie bardzo uważnie. Widać jak analizował po kolei każde słowo w skupieniu. Kontynuowałam dalej.
-Musisz naprawdę pokazać, że jesteś jej wart, że nie potraktujesz jej jak jakiejś zabawki, albo po prostu daj jej czas, bo jeżeli chcesz się tylko zabawić, albo tworzyć związek bez...- wszedł mi w połowie słowa.
-Nie! Nie mam ochoty na żadne zabawy. Caroline jest jedną z osób, na której zależy mi najbardziej. Myślę o niej bardzo poważnie i chyba.. chyba.. ją kocham.- na mojej twarzy wykwitł serdeczny uśmiech.
-Będziecie razem...- w jego oczach pojawiła się nadzieja.
-Skąd to wiesz?- zapytał niepewnie.
-Znam ją nie od dziś. Pamiętam jak zachowywała się, gdy cię pierwszy raz spotkała, ile o tobie mówi, jak na ciebie patrzy i ile czasu z tobą spędza. Z żadnym chłopakiem jeszcze tak nie robiła, a na pewno nie z przyjacielem.- ostatnie słowa wyraźnie zaakcentowałam co wprawiło mojego towarzysza w niebański nastrój.
-Chcesz coś do jedzenia, albo do picia?- wstałam z fotela.
-Czytasz mi w myślach. Może..-przerwałam.
-Marchewkę i herbatę malinową.- otworzył szeroko oczy.
-Rozumiemy się bez słów.- wyszczerzył się.
Powędrowałam do kuchni. Z lodówki wyjęłam marchewkę i gorącą wodą zalałam herbatę. Zabrałam jedzenie ze sobą i wróciłam do salonu. Podałam szklankę z napojem oraz marchewkę Tomlinsonowi.
-Dziękuję.- powiedział i ugryzł warzywo.
-Proszę.- wzięłam łyka swojej herbaty.
Zauważyłam, że Louis przygląda mi się.
-Co jest? Mam coś na twarzy?- teatralnie zaczęłam udawać Zayna. 
-Ahaha nie. Tylko dopiero teraz uświadomiłem sobie, że jesteś moją przyjaciółką. Jeszcze nigdy nie miałem takiej osoby jak ty. Teraz wiem, że ty zawsze mi pomożesz.- w moim oku zakręciła się łza.
-Zawsze ci pomogę. I masz rację to samo czuję do ciebie. Ty także, jesteś moim najlepszym przyjacielem Lou.-  chłopak wstał i zaczął mną kręcić. 
-Hahahaha Tomo! Wariacie! Puść mnie!- po dłuższych namowach się zgodził. Postawił mnie na ziemie, tak, że patrzeliśmy sobie w oczy. Pech chciał, że Louis potknął się i wylądował na kanapie, a zaraz na nim znalazłam się ja. Louis zaczął mnie łaskotać. No tak on takiej okazji nigdy nie przepuszcza.
Ze śmiechu rozbolał mnie brzuch. Chciałam mu się wyrwać przez co rozpięła mi się bluzka i zostałam w samym staniku. Oby dwoje poczerwienieliśmy. Po chwili usłyszeliśmy otwieranie drzwi. Po chwili w salonie stała Caroline, która na nasz widok zbladła.
-Co wy??- jej nogi dziwnie się ugięły. Spadła na ziemię. Zemdlała.
Szybko założyłam bluzkę i razem z Lou pobiegliśmy do niej. Tomlinson wziął ją na ręce i zaniósł na sofę.
Z łazienki przyniosłam zimne okłady.
-Caroline! Obudź się!  Caroline!- delikatnie klepał ją po policzku. Dziewczyna zaczęła pomału otwierać oczy.
-Wynoś się!!- krzyknęła w moją stronę. Czułam, że dłużej nie powstrzymam łez, więc postanowiłam dać upust emocją i wybiegłam z domu. Już nic nie rozumiem. Ja chcę jej pomóc, ona traktuje mnie jak śmiecia. Boże.. Dlaczego?? Biegłam przed siebie, nie patrząc na nikogo przez co wpadłam komuś prosto w ramiona.
Zdezorientowana nie mogłam się ruszyć. Wszystko było mi obojętne. Mogłam zginąć tu i teraz.
-Oliwia... co się znowu stało.- tak to znowu był on. Zjawiał się zawsze wtedy gdy go potrzebowałam.
-Liam.. znowu pokłóciłam się z Carol. Był u mnie Lou. Doradziłam mu z nią. Zostaliśmy najlepszymi przyjaciółmi, łaskotaliśmy się, odpięła mi się koszulka i zostałam w samym staniku. Wtedy weszła Car i..i zemdlała...- Payne przytulił mnie jeszcze mocniej do siebie. Nic nie powiedział, o nic więcej nie pytał, za co byłam mu bardzo wdzięczna.
-Spokojnie.  Dzisiaj nasza marcheweczka coś zdziała.- zaśmiał się.
-Bożę. Niech oni już będą razem!- uniosłam oczy ku górze i westchnęłam.
-Zabawimy się?-rzucił ni  stąd ni zowąd.- poruszył brwiami. Znowu ta wizja Bad Boya...Dlaczego?
-Ej! Ziemia do Oli!- machał mi ręką przed oczami. Ocknęłam się.
-Przepraszam. Zmyśliłam się. W co chcesz się zabawić?- spytałam nie pewnie.
-Kto pierwszy w aucie! Start!- zaczął biec. 
-Ej to nie fair. Nawet nie wiem gdzie masz samochód.- zrezygnowany wrócił do mnie. 
Rozmawiając o spędzonym dniu doszliśmy do auta. Weszliśmy do środka, gdzie Liam włączył ogrzewanie.
Wykonam jeden telefon i jedziemy.- spojrzał tajemniczo i wyciągnął telefon.
-Hej Caroline. Tak, nie gniewa się, tak, ok, zostaje na noc, jutro będzie w domu, tak. Ok. Dobranoc!- rozłączył rozmowę.
-Mówiłem? Nawet po rozmowie idzie wyczuć, że Louis się nią zajął, a co lepsze, nawet mu w tym przeszkodziłem trochę...- podrapał się w tył głowy.
-Ahahaha. I jak gniewa się?- spytałam z nadzieją.
-Ona na ciebie? Niee... a właśnie dziś zostajesz u nas na noc, dochodzi północ więc zrobimy mały maraton filmowy. Jedziemy?
-Yhh... Ok.- przewróciłam oczami.

*Perspective by Caroline*



Oli ze łzami w oczach wybiegła z domu. Wstałam i wbiegłam po schodach do mojego pokoju.
Nawet nie zamknęłam drzwi, bo osunęłam się po ścianie. Zaczęłam spazmatycznie płakać.
-Caroline kochanie, to nie było tak jak myślisz..- próbował mnie przytulić, ale go odepchnęłam.
-Spadaj, wiesz, że tym przekreśliłeś wszystko?- popatrzyłam z nienawiścią w jego oczy.
-Pozwól mi wszystko wytłumaczyć.- w jego oczach zalśniły łzy.
Wiedziałam , że w tym momencie długo nie wytrzymam. Wyciągnęłam ręce i łkając wtuliłam się w jego szyję.
-Caroline...-mocno mnie objął.
-Louis, ja tak nie potrafię... ja...cie...tak..bardzo...proszę...-ciągle miałam dreszcze.
-O co mnie prosisz?- mocniej się w niego wtuliłam.
-O to żebyś był...- na te słowa puścił mnie, a ja drżącymi wargami gorączkowo zaczęłam szukać jego ust. Po chwili nie przerywając pocałunku oboje wstaliśmy i ruszyliśmy w stronę mojego łóżka. Zorientowałam się, że mam rozpięte jeansy podobnie jak stanik.
W tym momencie usłyszałam, że dzwoni moja nowa komórka. Stoczyłam się z Louisa i chociaż obejmował moje nagie ciało dosięgnęłam telefonu.
-Halo?- starałam się opanować rozedrgany głos.
-Caroline? Stało się coś? Masz taki dziwny głos.- Liam zauważył zmianę.
-Nie wszystko ok. Wiesz może gdzie jest Oli? Pokłóciłam się z nią i gdzieś pobiegła.-powstrzymywałam chichot, bo Louis miział mnie po plecach i po karku.
-Tak. Jest ze mną , i mówi, że nie jest na ciebie zła.
-Powiedz jej, że ja kocham.- rzekłam z ulgą po czym musnęłam palcem nos Louisa, bo zrobił sfochaną minkę.
-A zaopiekujesz się nią?
-Jasne!- Jego głos zabrzmiał radośnie.
- Kiedy ja odprowadzisz? O ile ją odprowadzisz.- dodałam błyskawicznie, po czym dla zabawy zaczęłam odgarniać Louisowi włosy z twarzy.
- Widzę, że masz z Louisem nadzieję, na długą noc.- zachichotał.
-Dobrze odwiozę ją jutro . Ok. 16:00. Pa.- rozłączył się.
-No to na czym skończyliśmy?- znacząco spojrzałam na chłopaka leżącego po de mną.
-Jeśli wiesz o co mi chodzi.- zrobiłam popularną minę.
-Jestem zazdrosny.- przewrócił oczętami, powstrzymując śmiech.
-Ooo??- uniosłam brwi.
-O pewną osobę..- mocno mnie do siebie przyciągnął i namiętnie pocałował.
-Louis jesteś nie przyzwoicie...-urwałam. Czułam, że ta noc będzie genialna.

Rozdział VII

*Z perspektywy Oliwi*


Obudziłam się dość późno. Dochodziła godzina 16:00. Z grymasem na twarzy zwlekłam się niechętnie z łóżka. Poczłapałam do łazienki. Spojrzałam w lustro. Rozmazany makijaż i kok w artystycznym nieładzie.
Zdjęłam spinkę z włosów lekko przy tym sykając. Rozebrałam się i weszłam do kabiny prysznicowej. Puściłam strumień gorącej wody co przyprawiło mnie o dreszcze. Namydliłam szamponem głowę delikatnie trąc niesforne kosmyki. Po dokładnym umyciu spłukałam powstałą przy tym pianę. W ciało wtarłam kokosowy żel pod prysznic. Usiadłam na kącie przymykając oczy. Rozkoszowałam się tą chwilą. Uwielbiałam takie długie,ciepłe kąpiele. Zakręciłam kurek z wodą i wyszłam z kabiny owijając ciało jedwabnym ręcznikiem. Wysuszyłam włosy i przemyłam twarz tonikiem. Związałam je w kłosa, a rzęsy podkreśliłam tuszem. Wyszłam z łazienki wprost do garderoby. Długo zastanawiałam się nad tym co dziś ubiorę. Postawiłam na TO. Włożyłam strój i mozolnym krokiem zeszłam po schodach na dół do kuchni.
Nigdzie jednak nie spotkałam Caroline. Rozbolała mnie głowa. Nerwowo chodziłam w tą i z powrotem. 
Nagle jednak przypomniałam sobie, że Carol była z Louisem. Odetchnęłam z ulgą i łapiąc się za bolącą głowę opadłam na sofę. Sięgnęłam po jabłko leżące na stole i włączyłam telewizję. Skakałam po kanałach muzycznych kiedy natrafiłam na teledysk do "One Thing". Odłożyłam pilot i wsłuchałam się w głosy chłopaków. Mieli podobne do siebie, ale potrafiłam je rozróżnić, gdyż każdy miał w sobie coś wyjątkowego. Przed oczami stanęło mi zdarzenie z wczorajszego dnia. Teraz do mnie doszło. Po głowie chodziło mi pytanie: " Co by było gdyby Zayn mnie pocałował?". Szybko jednak odgoniłam głupie myśli.
Czas minął bardzo szybko. Po pewnym okresie spojrzałam na zegar, który wskazywał 21:07. Przetarłam oczy, które zaczęły łzawić od nadmiaru telewizji. Drzwi od domu otworzyły się, a do salonu weszła Caroline.
Ożywiona stanęłam przed nią.
-Caroline! Mam ci tyle do powiedzenia!- ekscytacja w moim głosie wywołała lekko rozczarowane spojrzenie przyjaciółki.
-Nie mart...- szybko przerwałam jej.
-Nie miałam o co. Byłaś z Louisem.- mój głos zabrzmiał dość ostro, ale to tylko dlatego, że byłam na nią trochę zła za to, że jej tak długo nie było.
-Boli mnie głowa. Idę na spacer.- chwyciła kurtkę i trzasnęła drzwiami.
-Dlaczego?!- uniosłam oczy ku górze i osunęłam się po ścianie. Podniosłam się z podłogi i spojrzałam za okno. Było ciemno, zimno, a na dodatek padał śnieg.
-Co ja narobiłam...- mówiłam sama do siebie. Bez namysłu ubrałam swoje futerko i wybiegłam na zewnątrz. Caroline nigdzie nie było. Cała zestresowana zaczęłam biegać po parku krzycząc ja wariatka.
-Caroline! Caroline, gdzie jesteś! Słyszysz?! Odezwij się błagam.- zatrzymałam się, upadłam na kolana chowając twarz w dłoniach i zaczęłam szlochać.
-Jestem idiotką..- na swoim ramieniu poczułam czyjąś rękę. Serce mi stanęło. Podskoczyłam jak oparzona i wpadłam w ramiona bruneta.
-Oli! To ty? Co się stało?- wypuściłam powietrze z płuc z wielką ulgą.
- Liam.. to ty, dzięki  Bogu. Już myślałam, że to..-chłopak zaśmiał się głośno.
-Ahaha, spokojnie, nic ci nie grozi. Co ty tu robisz sama o tej godzinie i dlaczego płaczesz?- zapytał z troską w głosie.
-Długa historia. Caroline nie było w domu, aż do 21:00, wiedziałam, że jest z Lousiem, więc się nie bałam , bo to porządny chłopak, potem gdy przyszła, bardzo ucieszona naskoczyłam na nią , bo chciałam jej coś opowiedzieć, ta zdziwiła się, że nie bałam się o nią, ja powiedziałam jej, że nie martwiłam się, bo była z Lou, ale zabrzmiało to ostro, ona chyba źle to zrozumiała i .. i .. wybiegła z domu...- chłopak patrzył na mnie z szeroko otwartą buzią i oczami. Mimowolnie uśmiechnęłam się.
-Nadajesz jak katarynka.- ocknął się.
-Sam chciałeś wiedzieć o co chodzi.- założyłam ręce.
-A dzwoniłaś do któregoś z nas?- ja tylko przyłożyłam sobie z gołej ręki w czoło.
-Tak myślałem.- wyciągnął telefon i zadzwonił, po rozmowie stwierdziłam, że to Niall.
-Jest z tobą? No to świetnie. . Ok,ok, dzięki. Do zobaczenia.- rozłączył rozmowę i schował telefon do kieszeni spodni.
-Caroline jest z Niallem, a potem na noc przyjedzie do niej Louis. Mówiłem, że wszystko będzie dobrze?-przeszył mnie wzrokiem. Znów poczułam to uczucie jak za pierwszym razem, gdy go spotkałam. Nie wiem, dlaczego taki uroczy chłopak wydaje mi się Bad Boyem... potrząsnęłam głową.
-Wszystko ok?- zapytał zatroskany.
-T-taak. Dziękuję ci za pomoc.- mocno wtuliłam się w jego tors. Liam od razu odwzajemnił.
-A tak po za tym, to skąd wiedziałeś, że akurat dobrze by było zadzwonić do blondaska.- ostatnie słowa mocno zaakcentowałam. Ten tylko uśmiechnął się cwaniacko.
-Hmmm... no nie wiem, nie wiem... Zaczął powoli iść w moim kierunku.
-Co ty kombinujesz Payne?-zauważyłam ten charakterystyczny błysk w oku.
-Jaa? Niiic...- wyszczerzył się brązowooki.
-Ta jaasn.. eeeeee.!!!- Liam wepchnął mnie w zaspę. Teraz leżałam cała w śniegu. Chłopak śmiał się przeraźliwie, ja o mało co nie dołączyłam do niego, ale miałam inny plan.
-Co??!!! Koniec. Nie gadam z tobą!- prychnęłam pod nosem.
-Oli.. weeź, to dla zabawy.. proszę.- dławił się śmiechem.
-A więc śmieszy cię to, że zapewne jutro będę chora i to , że w tej właśnie chwili zamrażane zostają różne części mojego ciała tak?- od razu spoważniał. Spuścił głowę i podszedł do mnie wyciągając rękę w moją stronę. Korzystają z okazji pociągnęłam go za nią i podobnie jak ja wylądował w śniegu.
-Ahaahahaha! I tu cię mam! - wytknęłam mu język. Zaczęliśmy tarzać się w śniegu co chwila wyśmiewając wzajemnie. Gdy chciałam wstać Payne pociągnął mnie do siebie i wylądowałam na nim tak niefortunnie, że patrzyliśmy sobie w oczy, a nasze usta dzieliło kilka marnych centymetrów. Jego tęczówki mieniły się od blasku księżyca. Mogłam w nich wyczytać wszystko. Szczęście, radość i miłość? Niee.. przywidziało mi się.
-Yyy... ahaha zachowujemy się jak małe dzieci. Gorzej niż Niall.- pokręciłam głową z dezaprobatą.
-A da się?- zaśmialiśmy się i atmosfera od razu uległa zmianie.
-Liam, odprowadź mnie już do domu.- pociągnęłam go za rękę.
-Ok.- resztę drogi spędziliśmy w ciszy. Chłopak odprowadził mnie pod same drzwi. Na pożegnanie dałam mu całusa w policzek. Weszłam do środka. Moim oczom ukazał się Louis?!...

*Perspective by Caroline*


-Cześć Caroline...- cicho odpowiedział mi chłopak.
-Dzięki.- blado uśmiechnęłam się do niego.
-Spoko..Stało się coś??- przyjrzał mi się uważnie.
-Niee..- głos załamał mi się , a łzy swobodnie popłynęły. Popatrzył na mnie, a ja zaczęłam mu wszystko tłumaczyć.
-...Więc kiedy wróciłam, powiedziała mi tylko, że "przecież byłaś z Louisem". A ja się z nim pokłóciłam...- skończyłam monolog i nastała między nami cisza, przerywana od czasu do czasu moim łkaniem.
-Niall...-urwałam.
-Tak??- podniósł wzrok pytająco.
-Możesz mnie przytulić?- zamilkłam , bo poczułam ramiona chłopaka. 
Po ciele rozlało mi się miłe ciepło.
-Dziękuję...-wyszeptałam.
Puścił mnie, a ja pociągnęłam nosem i ruszyłam w stronę domu.
-Caroline...- odwróciłam się w jego stronę.
-Słucham...-
-Jesteś osobą, którą chciałbym poznać do końca. Całkowicie, ale nie potrafię się przełamać.
Jestem trochę nieśmiały, ale nawet ja zdążyłbym cię poznać choć odrobinę. Tymczasem ty nie dopuszczasz mnie do siebie.- widać, że chciał pozbyć tych słów. Słów, które mnie zszokowały.
-Niall... Ja po prostu nie potrafię być tak blisko, z tyloma chłopakami i po tak krótkim czasie.- zaczęłam się tłumaczyć.
-Tak jak z Louisem.- raczej stwierdził niż zapytał.
Pokiwałam głową w milczeniu. Znów ruszyłam w stronę domu. Tym razem nic mnie nie zatrzymało.
Kiedy otworzyłam drzwi moim oczkom ukazał się dziwny widok.
-Co wy??- urwałam i po raz kolejny tego wieczoru poczułam, że muszę się do kogoś przytulić. Przed oczami mi pociemniało i ugięły się po de mną nogi. Zemdlałam.

Rozdział VI

*Z perspektywy Oliwi*


Louis przyszedł dotrzymać towarzystwa Caroline. To było słodkie z jego strony. Razem z Zaynem 
wyszliśmy na zewnątrz. Mulat otworzył mi drzwi od auta i gestem ręki zaprosił do środka.
Posłałam mu serdeczny uśmiech. Wreszcie ruszyliśmy. Chłopak nie mógł oderwać o de mnie wzroku.
-Dzięki piękna, że zgodziłaś się na spędzenie tego wieczoru w moim towarzystwie.- poruszył zabawnie brwiami.
-Cała przyjemność po mojej stronie.- wyszczerzyłam się.
-Mówiłem ci już jak pięknie wyglądasz?- czarował brązowooki. Rozbawiła mnie ta sytuacja, ale postanowiłam zachować powagę.
-Weź... wyglądam zwyczajnie. Dziękuję ci za tyle miłych słów.- na jego twarzy pojawił się zarys uśmiechu.
Resztę drogi spędziliśmy w ciszy. Widziałam, że Malik ciągle na mnie zerkał co nie powiem, bardzo mnie peszyło. Po dwudziestu minutach dojechaliśmy na miejsce. Powoli wyszłam z samochodu. Muzykę było słychać już na zewnątrz. Udaliśmy się do środka. Było mnóstwo ludzi. Pary tańczące ze sobą, duże towarzystwa siedzące na kanapach i samotni, chcący zatopić smutki w alkoholu.
Zayn udał się do baru po drinki. Nie było mi to na rękę, gdyż nigdy nie piłam.
Po paru minutach zjawił się z szklankami.
-Proszę.- podał mi jedną. Po zapachu wyczułam, że to kamikadze.
-Dziękuję, jednak sobie odpuszczę. Nie piję.- posłałam mu przepraszające spojrzenie.
-No proszę Oli! Co to za impreza bez alkoholu? Błagam. Dla mnie?- zatrzepotał rzęsami. Przewróciłam oczami.
-No dobra..-niepewnie przybliżyłam szklankę do ust. Wzięłam jednego dużego łyka. Lekko się skrzywiłam, ale dopiłam drinka do końca.
Chłopak uśmiechnął się triumfalnie i też wypił zawartość swojej. Zamówił jeszcze kilka. Usiedliśmy przy barku i zaczęliśmy pić. Nie byłam do tego pozytywnie nastawiona. Po godzinie byliśmy kompletnie pijani.
-Zatańczysz?- wyciągnął rękę w moim kierunku.
Bez żadnego oporu chwyciłam ją. Powędrowaliśmy na parkiet gdzie DJ zapodał dość ostry kawałek.
Nasz taniec stawał się coraz odważniejszy. Muzyka dudniła mi w głowie od czego dostałam sporych zawrotów.
Mulat widząc moją dezorientacje, postanowił wykorzystać sytuację. Oparł mnie o ścianę. Nasze oczy się spotkały.
W jego tęczówkach można było dostrzec pożądanie. Przybliżył swoje usta do moich i prawie złączył je w pocałunku, lecz ja wybuchłam śmiechem. Zawsze tak miałam jak coś wypiłam. Zayn spojrzał na mnie z zdziwieniem, ale nie zamierzał rezygnować. Chwycił mnie mocno. Był silny, więc nie dałam rady mu uciec. Znów chciał mnie pocałować i udało by mu się gdyby nie to, że ktoś odciągnął go o de mnie.
To był Harry. Zrobiłam wielkie oczy. Nie spodziewałam się go tutaj.
-Stary! Upiłeś ją i chcesz wykorzystać?!- Krzyknął donoście Hazza.
-Odwal się! Czego tu szukasz?!- Wydzierał się poirytowany Zayn.
-Cisza!- wzrok oby dwóch skierowany był na mnie.
-Harry, co ty tu robisz?- uniosłam pytająco jedną brew.
-Co? Myślisz, że tylko tobie wolno zabawiać się w klubach?- podszedł do mnie.
-To jest mój pierwszy raz gdy jestem w clubie, a chodziło mi o to, że skąd się wziąłeś akurat w tym więc troszkę grzeczniej ok?- zacisnęłam mocno pięści. Co on sobie myśli?
-Ratuję cię jakbyś nie zauważyła, ale ty chyba tego nie chcesz.- obrzucił mnie kpiącym spojrzeniem.
-Być ratowaną przez ciebie? Hmm niech pomyślę... Masz rację. Nikomu tego nie życzę.- chłopak zmrużył oczy zapewne ze złości, a mi zrobiło się smutno.
-Wracajmy już.- dodałam i chwiejnym krokiem opuściłam club. Po chwili dołączył do mnie Styles z Malikiem. Mulat nie wyglądał za dobrze, dlatego ustąpiłam mu tylne siedzenia, na których od razu się położył. Nie miałam wyjścia, musiałam usiąść obok loczka.
Zapięłam pasy i wbiłam wzrok w widoki za szybą. Byłam lekko zakłopotana, bo Hazza ciągle na mnie zerkał. Niestety nic nie dało odczytać się z jego miny. Typowy kamień lub tzw. poker face uniemożliwiał mi to. Wreszcie dojechaliśmy na miejsce.
-Dzięki.- prawie niesłyszalnie wymówiłam te słowo i wysiadłam z samochodu. Zaraz za mną wyleciał Malik.
W ciszy odprowadził mnie pod drzwi domu.
-Przepraszam cię za to wszystko. Jednak świetnie się z tobą bawiłem.- obrzucił mnie zalotnym spojrzeniem.
-Nie szkodzi. Alkohol robi różne rzeczy z ludźmi, ale muszę przyznać, że zabawa z tobą to sama przyjemność.- wyszczerzyłam zęby.
-Dobranoc.- przytulił mnie mocno. Odwzajemniłam uścisk.
-Branoc.- cmoknęłam go w policzka. Właśnie wtedy dostrzegłam zrezygnowaną minę Harrego. Ten chłopak jest dziwny...
Pomachałam jeszcze mulatowi na pożegnanie i zamknęłam drzwi.
Po mimo tego całego zdarzenia, widok Caroline wtulonej w Louisa wywołał szczerzy uśmiech na mojej twarzy.

*Perspective by Caroline*


Było mi bardzo wygodnie. Wreszcie się wyspałam. Otworzyłam oczy i z uśmiechem spojrzałam na Louisa, na którym leżałam. On też się już obudził.
-Godzina 19:00.- spojrzałam na zegarek.
-Przepraszam.... ale nie jestem zbyt lekka.-wyszczerzył się do mnie.
-No co ty?!?!Jesteś lżejsza od kota Hazzy.- obydwoje wybuchliśmy śmiechem.
Wstałam z sofy i zachwiałam się. Upadłam z powrotem na kanapę, twarzą w poduszkę.
-Auaa....-jęknęłam.
-Chodź, pomogę ci.- wstał i łapiąc mnie za brzuch i pod kolanami podniósł.
-Lou, puść mnie!- zaczęłam się śmiać, a on wrócił w stronę wyjścia do ogrodu, w którym był basen.
-Bo?- zapytał zadziornie.
-Bo tak!- krzyknęłam. Stanął nad basenem i wyciągnął ręce przed siebie.
-Louisie Tomlinsonie, nakazuję ci postawić mnie na ziemi!!- głośno zaprotestowałam.
-Muszę?-jęknął.
-Tak... bo zadzwonię po Nialla.- zagroziłam.
-Czemu po niego?- zdziwił się Lou.
-Właściwie to sama nie wiem. Tak mi się wyrwało.- sama byłam zaskoczona, dlaczego pomyślałam o blondynku.
-No dobrze...- postawił mnie bezpiecznie na ziemi.
-Dziękuję.- pocałowałam go w policzek.
-Nie za dużo tych czułości?- zapytał z grymasem na twarzy.
-A co? Masz coś przeciwko?-Odparłam drocząc się z nim.
I wtedy znów mnie pocałował. Znowu oddałam pocałunek.
-Cholera... Louis, ty nie odpuścisz...Prawda??- spojrzałam mu w oczy.
Jęknął jakby ktoś go uderzył.
-To boli...Wiesz??- jego oczy znów zwilgotniały.
-Louis... To jest...- urwałam, bo zaczęłam gwałtownie szlochać.
-O mój Boże...Caroline ja nie chciałem.Nie wiedziałem, że możesz tak zareagować.- odjał moje dłonie od moich oczów i kolejny raz musnął mnie ustami.
-To takie cholernie trudne, kiedy ranisz osobę, która nie jest ci obojętna, ale nie chcesz się w to jeszcze mieszać.- zaczęłam łkać głośniej.
-Jeszcze?? A będziesz chciała zacząć??-zapytał z smutkiem w głosie.
-Mam przecież fanki, koncerty, wywiady i... kasę.- zakończył z rozpaczą.
-A co do tego mają pieniądze?- przestałam płakać i spojrzałam na niego zdziwiona.
-Skąd mogę mieć pewność, że nie polecisz właśnie na to?- rzucił zaczepnie.
-Bo myślałam, że mnie znasz i chcesz się ze mną związać wiedząc jaka jestem.
-A ja nie jestem tego pewien.- powiedział z ignorancją.
Odwróciłam się i w ciszy wróciłam do domu. Nie mam pojęcia co się stało z Lou. Chyba został na dachu.
Otworzyłam drzwi i zobaczyłam Oliwię, która siedziała na kanapie i piła herbatę.
-Gdzieś ty była?- nie wyglądała na zmartwioną.
-A co?- cicho powiedziałam.
-Mam ci tyle do opowiedzenia!- podekscytowanym głosem powiedziała.
-Nie mart...- nie skończyłam.
-Byłaś z Lou, nie miałam o co.- rzuciła ostro.
-Boli mnie głowa. Idę na spacer.- trzasnęłam drzwiami.
Ruszyłam w stronę domu chłopaków. Nie miałam jednak zamiaru iść do nich.
Bardzo chciałam, żeby ktoś mnie teraz przytulił. Ktoś jak... Alice Stoner!
To była moja siostra. BFF. Nie chciałam tego pamiętać, ale też nie chciałam zapomnieć. Zaczęłam płakać.
Nagle poślizgnęłam się na lodzie i upadłabym, gdyby nie chłopak w ciemnej kurtce, który objął mnie w pasie w ostatniej chwili przed wywrotką.
-Hej Niall.- powiedziałam bez namiętnie.



________________________________________________________________________
Hej! No i kolejny rozdział. Bardzo przepraszamy, że tak długo nie dodawałyśmy. W poniedziałek świąteczny rozdział dla was. Komentujcie dla was to tylko kilka słów, a dla nas ogromna przyjemność.
Miłego czytania! Doma;D

piątek, 7 grudnia 2012

JEDNO WIELKIE PRZEPRASZAM!!!!!!!!

Chciałam powiedzieć, że w Krk zepsuł się Nam latop, i nie było kontaktu ze światem. Nie wzięłam zeszytów, wię rozdz. doda za tydz. na 100000000000000000000000000000000% Mica.
Wielkie przepraszam, ale przysięgam na wszystkie krakowskie Keviny, że rozdz. będzie w najpóźniej w sobotę. <3

Całusy ~Carmen ;3