Z okazji świąt Bożego Narodzenia życzymy wam dużo zdrowia, szczęścia i pomyślności. Udanego Sylwestra i szczęśliwego Nowego Roku naszym czytelnikom z świata, a głównie z Polski, Francji, Niemiec i USA.
Doma & Carmen.<3
Łączna liczba wyświetleń
poniedziałek, 24 grudnia 2012
Świąteczny imagine
Mariah Carey- All I want for Christmas is You- piosenka umilająca czytanie.:)
_______________________________________________________________________
Po raz pierwszy obudziłam się z uśmiechem na twarzy. Nikt nie musiał mnie do tego zmuszać. To właśnie dziś po półrocznej trasie koncertowej przyjeżdżają chłopcy i ten jedyny. Mój Harry. Dziś mija pierwsza rocznica odkąd jesteśmy razem. Moje serce biło jak szalone, a radość rozpierała wnętrze. Wstałam z łóżka i ruszyłam do łazienki. Spoglądnęłam w lustro. Zobaczyłam radosną, uśmiechniętą i pełną energii dziewczynę. Taki widok był rzadkością więc postanowiłam go dopracować. Wskoczyłam do kabiny prysznicowej i puściłam strumień ciepłej wody. Umyłam włosy jagodowym szamponem, którego uwielbiał Hazza oraz wtarłam w siebie truskawkowy olejek. Zmyłam pianę z głowy i owinęłam ciało ręcznikiem. Wysuszyłam niesforne kosmyki i podkręciłam je na lokówce. Oczy podkreśliłam kredką, rzęsy tuszem, a usta bananowym błyszczykiem. Zadowolona z efektu udałam się w stronę garderoby. Wyrzuciłam wszystkie ubrania i zaczęłam kompletować. Po półgodzinnym przymierzaniu na dzisiejszy wieczór wybrałam TO, a na razie narzuciłam na siebie codzienne łaszki. Poskładałam resztę rzeczy i wyszłam z pokoju. Długim korytarzem udałam się w kierunku schodów. Ten duży dom bez piątki wariatów był bardzo ponury i cichy.
Zeszłam na dół i pomaszerowałam do salonu. Na szczęście wczoraj zakupiłam choinkę, a dekoracje przyniosłam ze strychu, więc nie musiałam marnować czasu i od razu zajęłam się strojeniem choinki. Ustawiłam ją koło kominka. Na początek opasałam zielono-białym łańcuchem i nałożyłam światełka,a potem zaczęłam dekorować bombkami. Podłączyłam kabel do gniazdka. Do moich oczów uderzyła fala tysiąca barw. Cały salon się mienił, a po moim policzku spłynęła samotna łza, lecz tym razem szczęścia.
Uradowana chwyciłam kurtkę i wyszłam na podwórko. Na kostce leżały cztery kartony. Z pierwszego wyciągnęłam duże świetliste kule, którymi kolejno ozdobiłam świerki. Z drugiego pudła wyładowałam sporego Mikołaja i powiesiłam go na środku garażu. Z trzeciego delikatnie zabrałam stroik , który zawiesiłam nad drzwiami wejściowymi, a z czwartego, trzy węże, które po podłączeniu do prądu mieniły się milionem kolorów. Powiesiłam je na każdym z balkonów. Znalazłam jeszcze sopelki, z którymi zrobiłam tak samo. Dochodziła godzina 16:00. Na polu było już ciemno wiec włączyłam dekoracje. Widok jaki ujrzałam był nie do opisania. Na mojej twarzy wykwitł ogromny uśmiech. Długo nie nacieszyłam się krajobrazem, gdyż musiałam zacząć nakrywać do stołu. Zdjęłam płaszcz i poczłapałam do kuchni. Ustawiłam na kuchence garnek z barszczem i uszkami, pierogi,krokiety, ryby i inne potrawy oraz nakroiłam ciasto. Szybko pobiegłam do pokoju i zabrałam ze sobą prezenty. Ustawiłam wszystkie pod choinką. Przygotowałam stół i wbiegłam do łazienki ubierając się w wcześniej przygotowany komplet. Poprawiłam makijaż oraz włosy i zbiegłam na dół. Mój telefon zaczął dzwonić.
-Halo?- powiedziałam radośnie.
-[T.I.] kochanie! Już jesteśmy! Nasz dom wygląda wspaniale!- usłyszałam ciepły głos Harrego.
-Dziękuję. Cieszę się, że ci się podoba. Wchodźcie do środka.- rozłączyłam rozmowę.
Drzwi się otworzyły, a do domu wbiegła piątka wariatów.
-[T.I.]!!!-Krzyknął Hazza. Podniósł mnie i zaczął kręcić wokół własnej osi. Po chwili postawił mnie na ziemię i namiętnie wpił się w moje usta. Tego mi brakowało. Czułam jak uśmiecha się przez pocałunek.
-Tak bardzo tęskniłam.- wtuliłam się w jego tors.
-[T.I.] chodź tu do mnie!- Liam poszedł w ślady Stylesa i również zaczął kręcić mną w powietrzu.
Dałam mu buziaka w policzek.
-Hello maleńka!- Zayn wyściskał mnie z całej siły.
-Malik!- zaśmiałam się donośnie.
Louis z Niallem zaczęli mną podrzucać, co wprawiło wszystkich w śmiech.
-Tak bardzo tęskniliśmy!- zrobiliśmy zbiorowy uścisk.
-Ja tak samo. Ten dom bez was jest przerażający.- zachichotałam.
Powędrowaliśmy co chwila śmiejąc się z czegoś do salonu. Wszyscy stanęli jak w ryci.
-Jak tu pięknie.- wydusił Zayn.
-To prawda.- poczochrał mnie po włosach Louis. Ogień w kominku, cudowna choinka oraz migoczące światełka na tarasie powodowały przyjemne ukłucie w żołądku. Każdy po kolei zabrał opłatek i zaczął się dzielić życząc sobie zdrowia, szczęścia i miłości. Na sam koniec został mi mój ukochany. Stanęliśmy na przeciwko siebie patrząc prosto w swoje oczy.
-[T.I.], życzę ci wszystkiego co najlepsze, nie będę wymieniał, bo sama świetnie wiesz, pomyślnego Nowego Roku i spełnienia najskrytszych marzeń. - musnął delikatnie moich ust, a ja ułamałam jego opłatek.
-Harry, a ja ci życzę wszystkiego co tylko zechcesz, samych sukcesów, ciepła rodzinnego i prawdziwej miłości..- uniósł mój pod brudek.
-Która stoi prze de mną.- uśmiechnęłam się serdecznie, a chłopak ułamał mój opłatek. Mocno się przytuliliśmy. Brakowało mi jego ciepła, głosu i.. po prostu jego. Mojego Hazzy, którego tak bardzo kochałam. Gdy skończyliśmy składać sobie życzenia zasiedliśmy do stołu, na którym przygotowana była kolacja wigilijna. Nie obyło się bez komentarze na temat jak świetnie gotuje. Nadszedł czas na prezenty. Usiedliśmy w kółku obok choinki. Wymieniliśmy się prezentami i zaczęliśmy rozpakowywanie.
-O mój Boże! Zestaw ubrań w paski! Uwielbiam cię!- krzyknął uradowany Louis.
-Nowy aparat?!- Niall jak widać też zadowolił się prezentem.
-Zestaw kosmetyków do włosów? Harry, twoja dziewczyna to anioł!- uśmiechnęłam się pod nosem.
-Ja nie mogę! Płyty z filmami Disneya! I to te których tak długo szukałem!- pisnął Liam, na co wszyscy wybuchli śmiechem.
-Aaaa!Mały kotek?! [T.I.]! Skąd wiedziałaś?!- chłopak przyciągnął mnie do siebie i z całej siły uścisnął.
-Cieszę się, że wam się podoba.- wytknęłam im język.
-No ba! Są rewelacyjne! Na co czekasz, otwieraj swoje!- podszedł do mnie Niall i włożył do ręki jedno z pudełek. Rozpakowałam je. W pierwszym znajdował się srebny naszyjnik z brylantową marchewką.
-Lou! To jest piękne!- Tomlinson uśmiechnął się triumfalnie. Wzięłam kolejny pakunek. Znalazłam w nim branzoletkę z napisem "Forever Friends Alone". Wiedziałam od razu od kogo ten upominek.
-Zayn. Dziękuję.- posłałam mu buziaka. Malik udawał, że go złapał i przyłożył pięść do serca.
Następne były kolczyki w kształcie hamburgera. Pokręciłam głową z dezaprobatą.
-Dzięki blondasku.- Horan ukazał rząd swoich ząbków, ten widok był wspaniały, gdyż robił to bardzo rzadko. Z kolejnego pudełka wyciągnęłam piękną fioletową sukienkę. Zatkało mnie. O takiej zawsze marzyłam.
-Liam! Skąd wiedziałeś?- Payne wzruszył ramionami. Podeszłam do niego i pocałowałam w policzek.
Każdy bardzo cieszył się z swoich prezentów. Udawałam, że jestem zadowolona, ale tak na prawdę smuciło mnie, że Harry o mnie zapomniał.
-Ja pójdę do to...- nie dokończyłam, bo Hazza pociągnął mnie za rękę.
-A na mój prezent nie poczekasz?- oczy mi zaświeciły. Wszyscy patrzyli na nas podejrzanie. Harry był jakiś spięty. Po chwili klęknął prze de mną. Serce mi stanęło. Z kieszeni wyciągnął bordowe pudełeczko i otworzył je. W środku znajdował się srebny pierścionek z brylantem w kształcie serca.
-[T.I.] [T.N.] czy uczynisz mi ten zaszczyt i wyjedziesz za mnie?- zapytał z nadzieją w głosie, a jego oczy mieniły się od światełek choinki. Było w nich tyle miłości.
-Oczywiście.- po moich policzkach zaczęły spływać łzy radości. Chłopak wsunął mi pierścionek na serdeczny palec wstał i zamknął usta namiętnym pocałunkiem. Usłyszałam gwizdy, brawa i okrzyki radości. To były najpiękniejsze święta w moim życiu.
Uradowana chwyciłam kurtkę i wyszłam na podwórko. Na kostce leżały cztery kartony. Z pierwszego wyciągnęłam duże świetliste kule, którymi kolejno ozdobiłam świerki. Z drugiego pudła wyładowałam sporego Mikołaja i powiesiłam go na środku garażu. Z trzeciego delikatnie zabrałam stroik , który zawiesiłam nad drzwiami wejściowymi, a z czwartego, trzy węże, które po podłączeniu do prądu mieniły się milionem kolorów. Powiesiłam je na każdym z balkonów. Znalazłam jeszcze sopelki, z którymi zrobiłam tak samo. Dochodziła godzina 16:00. Na polu było już ciemno wiec włączyłam dekoracje. Widok jaki ujrzałam był nie do opisania. Na mojej twarzy wykwitł ogromny uśmiech. Długo nie nacieszyłam się krajobrazem, gdyż musiałam zacząć nakrywać do stołu. Zdjęłam płaszcz i poczłapałam do kuchni. Ustawiłam na kuchence garnek z barszczem i uszkami, pierogi,krokiety, ryby i inne potrawy oraz nakroiłam ciasto. Szybko pobiegłam do pokoju i zabrałam ze sobą prezenty. Ustawiłam wszystkie pod choinką. Przygotowałam stół i wbiegłam do łazienki ubierając się w wcześniej przygotowany komplet. Poprawiłam makijaż oraz włosy i zbiegłam na dół. Mój telefon zaczął dzwonić.
-Halo?- powiedziałam radośnie.
-[T.I.] kochanie! Już jesteśmy! Nasz dom wygląda wspaniale!- usłyszałam ciepły głos Harrego.
-Dziękuję. Cieszę się, że ci się podoba. Wchodźcie do środka.- rozłączyłam rozmowę.
Drzwi się otworzyły, a do domu wbiegła piątka wariatów.
-[T.I.]!!!-Krzyknął Hazza. Podniósł mnie i zaczął kręcić wokół własnej osi. Po chwili postawił mnie na ziemię i namiętnie wpił się w moje usta. Tego mi brakowało. Czułam jak uśmiecha się przez pocałunek.
-Tak bardzo tęskniłam.- wtuliłam się w jego tors.
-[T.I.] chodź tu do mnie!- Liam poszedł w ślady Stylesa i również zaczął kręcić mną w powietrzu.
Dałam mu buziaka w policzek.
-Hello maleńka!- Zayn wyściskał mnie z całej siły.
-Malik!- zaśmiałam się donośnie.
Louis z Niallem zaczęli mną podrzucać, co wprawiło wszystkich w śmiech.
-Tak bardzo tęskniliśmy!- zrobiliśmy zbiorowy uścisk.
-Ja tak samo. Ten dom bez was jest przerażający.- zachichotałam.
Powędrowaliśmy co chwila śmiejąc się z czegoś do salonu. Wszyscy stanęli jak w ryci.
-Jak tu pięknie.- wydusił Zayn.
-To prawda.- poczochrał mnie po włosach Louis. Ogień w kominku, cudowna choinka oraz migoczące światełka na tarasie powodowały przyjemne ukłucie w żołądku. Każdy po kolei zabrał opłatek i zaczął się dzielić życząc sobie zdrowia, szczęścia i miłości. Na sam koniec został mi mój ukochany. Stanęliśmy na przeciwko siebie patrząc prosto w swoje oczy.
-[T.I.], życzę ci wszystkiego co najlepsze, nie będę wymieniał, bo sama świetnie wiesz, pomyślnego Nowego Roku i spełnienia najskrytszych marzeń. - musnął delikatnie moich ust, a ja ułamałam jego opłatek.
-Harry, a ja ci życzę wszystkiego co tylko zechcesz, samych sukcesów, ciepła rodzinnego i prawdziwej miłości..- uniósł mój pod brudek.
-Która stoi prze de mną.- uśmiechnęłam się serdecznie, a chłopak ułamał mój opłatek. Mocno się przytuliliśmy. Brakowało mi jego ciepła, głosu i.. po prostu jego. Mojego Hazzy, którego tak bardzo kochałam. Gdy skończyliśmy składać sobie życzenia zasiedliśmy do stołu, na którym przygotowana była kolacja wigilijna. Nie obyło się bez komentarze na temat jak świetnie gotuje. Nadszedł czas na prezenty. Usiedliśmy w kółku obok choinki. Wymieniliśmy się prezentami i zaczęliśmy rozpakowywanie.
-O mój Boże! Zestaw ubrań w paski! Uwielbiam cię!- krzyknął uradowany Louis.
-Nowy aparat?!- Niall jak widać też zadowolił się prezentem.
-Zestaw kosmetyków do włosów? Harry, twoja dziewczyna to anioł!- uśmiechnęłam się pod nosem.
-Ja nie mogę! Płyty z filmami Disneya! I to te których tak długo szukałem!- pisnął Liam, na co wszyscy wybuchli śmiechem.
-Aaaa!Mały kotek?! [T.I.]! Skąd wiedziałaś?!- chłopak przyciągnął mnie do siebie i z całej siły uścisnął.
-Cieszę się, że wam się podoba.- wytknęłam im język.
-No ba! Są rewelacyjne! Na co czekasz, otwieraj swoje!- podszedł do mnie Niall i włożył do ręki jedno z pudełek. Rozpakowałam je. W pierwszym znajdował się srebny naszyjnik z brylantową marchewką.
-Lou! To jest piękne!- Tomlinson uśmiechnął się triumfalnie. Wzięłam kolejny pakunek. Znalazłam w nim branzoletkę z napisem "Forever Friends Alone". Wiedziałam od razu od kogo ten upominek.
-Zayn. Dziękuję.- posłałam mu buziaka. Malik udawał, że go złapał i przyłożył pięść do serca.
Następne były kolczyki w kształcie hamburgera. Pokręciłam głową z dezaprobatą.
-Dzięki blondasku.- Horan ukazał rząd swoich ząbków, ten widok był wspaniały, gdyż robił to bardzo rzadko. Z kolejnego pudełka wyciągnęłam piękną fioletową sukienkę. Zatkało mnie. O takiej zawsze marzyłam.
-Liam! Skąd wiedziałeś?- Payne wzruszył ramionami. Podeszłam do niego i pocałowałam w policzek.
Każdy bardzo cieszył się z swoich prezentów. Udawałam, że jestem zadowolona, ale tak na prawdę smuciło mnie, że Harry o mnie zapomniał.
-Ja pójdę do to...- nie dokończyłam, bo Hazza pociągnął mnie za rękę.
-A na mój prezent nie poczekasz?- oczy mi zaświeciły. Wszyscy patrzyli na nas podejrzanie. Harry był jakiś spięty. Po chwili klęknął prze de mną. Serce mi stanęło. Z kieszeni wyciągnął bordowe pudełeczko i otworzył je. W środku znajdował się srebny pierścionek z brylantem w kształcie serca.
-[T.I.] [T.N.] czy uczynisz mi ten zaszczyt i wyjedziesz za mnie?- zapytał z nadzieją w głosie, a jego oczy mieniły się od światełek choinki. Było w nich tyle miłości.
-Oczywiście.- po moich policzkach zaczęły spływać łzy radości. Chłopak wsunął mi pierścionek na serdeczny palec wstał i zamknął usta namiętnym pocałunkiem. Usłyszałam gwizdy, brawa i okrzyki radości. To były najpiękniejsze święta w moim życiu.
niedziela, 23 grudnia 2012
Rozdział X
*Z perspektywy Oliwi*
Obudziły mnie promienie światła przebijające się przez niebieską roletę. Leżałam wtulona w tors Harrego. Chłopak już nie spał. Jego zielone oczy spoglądały na mnie radośnie, a twarz rozpromieniał serdeczny uśmiech. Nie powiem, że nie zdziwił mnie ten widok. Nie codziennie można ujrzeć Stylesa, nastawionego pozytywnie do mojej osoby. Przyglądnęłam mu się badawczo.
-Czemu patrzysz na mnie jak na kosmitę?- jego zachrypnięty głos znów wywołał dreszcze na moim ciele.
-Czy nie przespałam czegoś ważnego.- Hazza zaśmiał się i pokręcił głową.
-Nie, nic cię nie ominęło.- uniosłam jedną brew.
-To dlaczego jesteś dla mnie miły?- spuścił wzrok.
-Gdybym mógł, powiedział bym ci od razu, ale nie mogę, a przynajmniej nie teraz. Dowiesz się nie długo.- zrezygnowana przeciągnęłam się leniwie i wstałam z łóżka.
-Mogę skorzystać z twojej łazienki?- strzeliłam uśmiech numer cztery.
-Jasne.- przewrócił się w moim kierunku obserwując mnie.
Zabrałam ze sobą ubrania wcześniej przygotowane przez Liama i poszłam się odświeżyć. Nalałam wody do wanny i zanurzyłam w niej swoje ciało. Umyłam głowę szamponem Harrego i namydliłam ciało olejkiem z awokado. Po skończonej kąpieli wypuściłam wodę, wyszłam z niej i stanęłam przed lustrem. Wysuszyłam mokre kosmyki włosów, ubrałam TO i podkreśliłam rzęsy tuszem. Weszłam z powrotem do pokoju. Hazza siedział w fotelu również ubrany i odświeżony. Od razu na mnie spojrzał.
-Woow.. wyglądasz świetnie.- otworzył szeroko oczy.
-Dzięki.- wytknęłam figlarnie język i udałam się do wyjścia. Na schodach dogonił mnie mój towarzysz. Zeszliśmy do kuchni gdzie siedziała reszta i jadła śniadanie, zapewne zrobione przez Liama.
-Dzień dobry.- na mój widok cała trójka wyszczerzyła się.
-Hej. Jak się spało.- zaśmiał się Niall, a Hazza spiorunował go wzrokiem.
-Powiem ci, że nie najgorzej.- usiadłam obok mulata.
-A ty co taki przymulony?- szturchnęłam go w ramie.
-Miał nadzieje, że prześpi się z tobą.- Horan zakrztusił się jedzeniem, bo dostał w tył głowy od Malika.
-Następnym razem będę z tobą. Dobrze?- Zayn od razu się rozpromienił.
Payne podał mi talerz z jajecznicą i cmoknął w policzek. Styles obrzucił go lodowatym spojrzeniem.
-Dziękuję, wzajemnie.- wzięłam się do jedzenia. Brązowooki świetnie gotował. Mogłabym jeść jego dania bez końca.
-Jakieś plany na dziś?- przerwał ciszę mulat.
-Raczej nie, ale jakby co zawsze możecie wpaść do nas. Zresztą skontaktujemy się wieczorem telefonicznie.- oznajmiłam odkładając talerz do zmywarki.
-Dziękuję za śniadanie. Było bardzo pyszne. I w ogóle dziękuję za seans filmowy, za to, że mogłam z wami spędzić miło czas no i za łóżko Harry.- zaśmialiśmy się w piątkę.
-Nie ma sprawy. Dla nas to czysta przyjemność.- zauważył blondyn.
-Ja będę się zbierała.- chwyciłam za swoją kurtkę.
-Nie ma mowy sama nigdzie nie idziesz. Oprowadził bym cię, ale muszę załatwić kilka spraw. Może Hazza cię odprowadzi?- zwrócił się do loczka.
-Ok.- przytaknął i założył na siebie płaszcz.
-Jeszcze raz wielkie dzięki. Będziemy w kontakcie. Pa chłopcy!- Krzyknęłam na pożegnanie.
-Na razie Oli!- usłyszałam odpowiedź i zamknęłam drzwi. Na polu było bardzo zimno. Schowałam marznący nos pod szalik, a ręce wsadziłam do kieszeni. Styles szedł równo ze mną.
Tym razem był jakiś inny. Zamknięty w sobie, kamienna twarz i puste spojrzenie wbite w ziemię.
-Harry? Mam do ciebie pytanie. Czy to wszystko co piszą w gazetach, że jesteś podrywaczem, traktujesz dziewczyny jak zabawki i imprezujesz co noc po innych klubach to prawda?- sama nie wiem skąd mnie wzięło na zadawanie takich pytań. Chłopak zmierzył mnie chłodno wzrokiem.
-O to samo mógłbym zapytać ciebie.- zmarszczyłam czoło.
-Zaraz, zaraz, ale jak to? O co ci chodzi?- nie rozumiałam jego wypowiedzi.
-o? Też lubisz kręcić z każdym z nas. Widzę jak patrzysz na Liama i Zayna.. no i na mnie.- zamurowało mnie.
-Co proszę?- otworzyłam szeroko oczy.
-Ile już miałaś chłopaków w tym miesiącu? Niech zgadnę. Z dziesięciu prawda?- to co powiedział mocno mnie zabolało.
-Ja?! Jak możesz! Ja nigdy się nie całowałam już nie wspominając o chłopakach!- łzy zaczęły spływać mi po twarzy. Chłopak patrzył na mnie jak na UFO.
-Wiesz? Ale dzięki. Naprawdę. O już jest mój dom. Dziękuję, że mnie odprowadziłeś. Żegnaj.- pobiegłam w kierunku budynku. Weszłam do środka, ale nikogo nie było. Opadłam bezradnie na kanapie i schowałam twarz w dłoniach. Co ja mu zrobiłam? No co? Raz mnie lubi, raz nie. O co w tym chodzi? Wytarłam nos chusteczką i przemyłam liczko letnią wodą. Postanowiłam ogarnąć się i nie zamęczać głupimi pytaniami. Caroline znowu nie było, ale cieszyłam się jej szczęściem. Postanowiłam, że przejdę się dziś na jakieś zakupy. Ubrałam fioletowy płaszcz i kozaki tego samego koloru. Zabrałam torebkę i zakluczyłam drzwi frontowe. Wolnym krokiem udałam się do centrum miasta. Mijałam wielu przechodni, zakochanych par i dzieci. Wsadziłam do uszu słuchawki i puściłam piosenkę Melanie Fiona-Monday Morning i zatopiłam się w melodii. Nagle poczułam, że na kogoś wpadłam. Szybko uniosłam głowę i zobaczyłam chłopaka, o kruczoczarnych włosach i zielonych oczach.
-Przepraszam cię bardzo. Niezdara ze mnie.- uśmiechnęłam się nieśmiało.
-Nie szkodzi..a tak pro po jestem Drake.- podał mi rękę.
-Oliwia.- uścisnęłam ją.
-Coś po urodzie i akcencie nie wydajesz mi się na Angielkę.- przyjrzał mi się dokładnie.
-Jestem z Polski.- zaśmiałam się.
-Ja muszę już uciekać. Mam próbę..i. czy dałabyś mi swój numer? Wydajesz się być bardzo miłą dziewczyną.- zaczerwienił się lekko.
-Jasne. Proszę.-Podałam mu karteczkę z ciągiem cyfr.
-Dziękuję. Odezwę się. Do zobaczenia.- pomachał mi oddalając się.
-Pa..- zauważyłam, że ktoś mi się przygląda. Okazało się, że to Hazza siedział z Caroline w MSC. Gdyby nie on pewnie bym tam poszła, ale nie miałam ochoty go widzieć. Całkowicie zapomniałam o celu w jakim przyszłam do centrum. Muzyka poniosła mnie do parku. Szłam i szłam nie zważając na to gdzie jestem. Po godzinie drogi zorientowałam się, że jestem na jakimś pustkowiu, a na dodatek pogoda z wiosennej przerodziła się w zimową. Zaczął obficie sypać śnieg, a temperatura znowu spadła. Jednak na moje nieszczęście nie byłam tam sama. Ktoś mnie szpiegował. Serce zaczęło bić jak szalone, a tętno niebezpiecznie skoczyło. Przyspieszyłam kroku. Zamieć ograniczała mi widoczność. Jedyne co dostrzegłam to, to, że znajduję się obok jakiegoś starego cmentarza. Zatrzymałam się i rozglądałam zdezorientowana na wszystkie strony. Nagle ktoś chwycił mnie w tali i zamknął usta dłonią. Próbowałam uciec, lecz na marne, bo osoba była bardzo silna. Wiedziałam, że to mój koniec. Karciłam się w myślach, za to, że jestem tak naiwna i poszłam sama na ten spacer. Po kilku minutach, sprawca postawił mnie na ziemi i ściągnął czapkę. To był Harry..?! Spojrzałam zdziwiona na niego.
-Co ty wyprawiasz? Zostaw mnie w spokoju!- krzyknęłam zirytowana.
-Spokojnie. Po co krzyczysz? Tu i tak nikt cię nie usłyszy.- zaczął się do mnie zbliżać, a ja automatycznie cofałam się do puki nie dotknęłam plecami murowanej ściany.
-Czemu mi to robisz? Dlaczego raz jesteś miły, a raz mnie nienawidzisz? Podasz mi powód? Czy będziesz zachowywać się jak jakiś bachor!- krzyknęłam mu prosto w twarz, gdyż był już wystarczająco blisko.
-Słuchaj! Liam.. on cię kocha! A..a. ja nie mogę już na to patrzeć. Nie mogę już dusić uczuć w sobie. To jest za trudne. Myślałem, że to zwykłe zauroczenie, że sobie z tym poradzę. Ale z dnia na dzień jest coraz gorzej. Pragnę twojej bliskości, żebyś była przy mnie, tak jak przy nim..
-C-coo?- wydusiłam ledwo.
-Nie byłem pewny wielu spraw w życiu, ale tego jestem pewny w stu procentach i nigdy tego nie pożałuje.-znów czułam jego oddech na ustach. Oparł mnie o mur cmentarny i spojrzał głęboko w oczy. Po raz pierwszy w życiu mogłam z nich odczytać wszystko, a co najlepsze wszystko co było prawdą. Piękne zielone tęczówki okazywały pragnienie, radość i..i..miłość! Nie.. to nie mogło mi się przewidzieć.
Zbliżył swoje wargi do moich i wpił się w nie namiętnie. Chwycił mnie w tali i mocno przyciągnął do siebie. Całował tak zachłannie, jakby już nigdy nie mógł tego zrobić. Pierwszy raz zobaczyłam jak to jest być dla kogoś całym światem.
*Perspective by Caroline*
-Louis to jest Alice.- uśmiechnęłam się do niego.
Wsiadłyśmy do samochodu.
-Na London Street poproszę.- z uśmiechem pocałowałam go w policzek.
-Skąd ty się tu wzięłaś?-Alice spojrzała na mnie z rozszerzonymi oczami.
-Przyjechałam za tobą...Potem okazało się, że przyjęli mnie z Oli do KA.. i tak minęły dwa lata... Nie dawno poznałyśmy chłopaków. A ty?- spojrzałam w jej oczy.
-A ja.. ja mieszkam sobie tutaj, lansik.. Luzuję się i mam na wszystko wyjebane.
-..Al..a gdzie ty pracujesz?- na moje słowa uciekła wzrokiem.
-Ja..znasz może club "Go Dance"?- zarumieniła się.
-Jasne! Miałyśmy pracować tam wraz z Oli, ale nie przyszłyśmy w pierwsze dwa dni i nas wywalili.
-Co? Jak to?- Lou zrobił fajną minę.
-Louis!-popatrzyłyśmy na niego jednocześnie wybuchając śmiechem.
Przejeżdżaliśmy właśnie koło starego cmentarza, kiedy zobaczyłam znaną mi burzę prześlicznych, brązowych loczków.
-Czy to nie Harry?- tyrpnęłam Lou.
-Chyba tak.. Czekaj, on całuje jakąś dziewczynę...- zatrzymał auto na starej ścieżce, a ja usiadłam obok niego z przodu.
-Przecież to.. Oli!- lekko zszokowana patrzyłam jak wieczna singielka całuje mojego przyjaciela.
Przez parę sekund obserwowaliśmy ich w ciszy. Oderwali się od siebie. Oliwia odwróciła głowę uciekając prze jego ustami. Mocno przycisnął ją do muru cmentarnego. Wybiegłam z auta i chociaż Lou chwycił mnie za rękę wyrwałam mu się. Podbiegłam do Harrego , złapałam go za ramię i szarpnęłam w moją stronę.
-Co ty robisz?- spojrzałam na niego rozdrażniona.
-Caroline! Co ty tu robisz?- zdziwił się mocno.
-Co ty robisz?!-odepchnęłam go.
-Carmen!- Louis odwrócił mnie do siebie.
-Nie wtrącaj się!- strząsnęłam z ręki jego dłoń.
-Oli to twoja dziewczyna?-zapytał Louis Harrego ignorując mnie.
-A Caroline to twoja laska?- odpysknął.
- Tylko nie laska!- znów go popchnęłam.
-Tak, to moja dziewczyna.-Louis chyba chciał mnie przytulić, ale w tym momencie wybuchnęłam.
-Nie jestem twoją dziewczyną!- wszyscy włącznie z Al, która szybko przyszła tuż po Louisie spojrzeli na mnie zszokowani.
-Ale jak to..- Louis wydawał się mocno wstrząśnięty.
-Ja nie.. uważam.. żeby to był dobry pomysł.- momentalnie poczułam się maleńka, niewidzialna.
-Znowu zaczynasz?-szybko ujął moją twarz w swoje dłonie i pocałował mnie tak.. namiętnie.
Tak, jak nigdy w życiu nikt mnie jeszcze nie całował. Poczułam , że jego dłonie puszczają moją brodę, a obejmują mnie w talii. Wtedy mocno się w niego wtuliłam. Miałam zamknięte oczy, ale domyśliłam się, że Harry pocałował Oli.
-Forever alone..- jęknęła Alice.
Teraz lżej obejmowałam Lou, i otworzyłam oczy, ale nasze wargi wciąż złączone były w gorącym pocałunku. Oli miała na twarzy nieśmiały uśmiech, a Hazza bardzo pewną siebie minę. Za to Al teatralnie szepnęła.
-Słodkie do porzygu.
Przestaliśmy się całować i wybuchnęliśmy śmiechem.
-Emocje opadły koteńku?- spojrzał na mnie przekornie.
-Oczywiście skarbeńku.- pocałowałam go w policzek. Zaczęliśmy się śmiać.
-Debile..- Hazza dziwnie na nas popatrzył.
-Kretyn w lokach.- zaczęliśmy się przekomarzać.
-Idiotka.
-Pedał w rurkach.
-Ruda małpa.
-Bi..Ej! Nie jestem ruda!- oburzyłam się.
-Wiem, ale chciałem zobaczyć, czy zareagujesz.- wyszczerzył się do mnie.
-Różowy prosiak.
-Pedał w rurkach.
-Powtarzasz się wiesz?
-Wiem. Chciałam zobaczyć kiedy zareagujesz.- wszyscy roześmieliśmy się i wsiedliśmy do auta.
Po piętnastu minutach dojechaliśmy do domu. Cały czas się śmieliśmy.
-Wejdziesz?- zrobiłam słodkie oczka.
-A co z tego...- nie skończył, bo mocno go przytuliłam.
-Eh..- westchnął.
-Na razie musi ci to wystarczyć.- Harry strzelił facepalma.
Weszliśmy do domu i po rozebraniu się od razu przeszła do kuchni zrobić herbatę. W tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Oli otwórz.- zawołałam zawołałam choć ona już przekręcała zamek.
-Cześć chłopcy!- krzyknęłam na cały dom.
-Co jak co, ale głosik to ty masz mocny.- Zayn ze śmiechem przytulił mnie na powitanie.
-Hej Car.- to samo zrobił Liam , kiedy już wyściskał Oli.
-Siemasz Carmen..-cicho powiedział Niall. Objął mnie i pocałował w policzek.
-Niall... Miło cię widzieć.-odwzajemniłam buziaka. Był jakiś taki cichy i przygaszony, więc było mi go żal. Wzięłam napoje i weszłam do salonu.
-Co ty robisz?- spojrzałam na niego rozdrażniona.
-Caroline! Co ty tu robisz?- zdziwił się mocno.
-Co ty robisz?!-odepchnęłam go.
-Carmen!- Louis odwrócił mnie do siebie.
-Nie wtrącaj się!- strząsnęłam z ręki jego dłoń.
-Oli to twoja dziewczyna?-zapytał Louis Harrego ignorując mnie.
-A Caroline to twoja laska?- odpysknął.
- Tylko nie laska!- znów go popchnęłam.
-Tak, to moja dziewczyna.-Louis chyba chciał mnie przytulić, ale w tym momencie wybuchnęłam.
-Nie jestem twoją dziewczyną!- wszyscy włącznie z Al, która szybko przyszła tuż po Louisie spojrzeli na mnie zszokowani.
-Ale jak to..- Louis wydawał się mocno wstrząśnięty.
-Ja nie.. uważam.. żeby to był dobry pomysł.- momentalnie poczułam się maleńka, niewidzialna.
-Znowu zaczynasz?-szybko ujął moją twarz w swoje dłonie i pocałował mnie tak.. namiętnie.
Tak, jak nigdy w życiu nikt mnie jeszcze nie całował. Poczułam , że jego dłonie puszczają moją brodę, a obejmują mnie w talii. Wtedy mocno się w niego wtuliłam. Miałam zamknięte oczy, ale domyśliłam się, że Harry pocałował Oli.
-Forever alone..- jęknęła Alice.
Teraz lżej obejmowałam Lou, i otworzyłam oczy, ale nasze wargi wciąż złączone były w gorącym pocałunku. Oli miała na twarzy nieśmiały uśmiech, a Hazza bardzo pewną siebie minę. Za to Al teatralnie szepnęła.
-Słodkie do porzygu.
Przestaliśmy się całować i wybuchnęliśmy śmiechem.
-Emocje opadły koteńku?- spojrzał na mnie przekornie.
-Oczywiście skarbeńku.- pocałowałam go w policzek. Zaczęliśmy się śmiać.
-Debile..- Hazza dziwnie na nas popatrzył.
-Kretyn w lokach.- zaczęliśmy się przekomarzać.
-Idiotka.
-Pedał w rurkach.
-Ruda małpa.
-Bi..Ej! Nie jestem ruda!- oburzyłam się.
-Wiem, ale chciałem zobaczyć, czy zareagujesz.- wyszczerzył się do mnie.
-Różowy prosiak.
-Pedał w rurkach.
-Powtarzasz się wiesz?
-Wiem. Chciałam zobaczyć kiedy zareagujesz.- wszyscy roześmieliśmy się i wsiedliśmy do auta.
Po piętnastu minutach dojechaliśmy do domu. Cały czas się śmieliśmy.
-Wejdziesz?- zrobiłam słodkie oczka.
-A co z tego...- nie skończył, bo mocno go przytuliłam.
-Eh..- westchnął.
-Na razie musi ci to wystarczyć.- Harry strzelił facepalma.
Weszliśmy do domu i po rozebraniu się od razu przeszła do kuchni zrobić herbatę. W tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Oli otwórz.- zawołałam zawołałam choć ona już przekręcała zamek.
-Cześć chłopcy!- krzyknęłam na cały dom.
-Co jak co, ale głosik to ty masz mocny.- Zayn ze śmiechem przytulił mnie na powitanie.
-Hej Car.- to samo zrobił Liam , kiedy już wyściskał Oli.
-Siemasz Carmen..-cicho powiedział Niall. Objął mnie i pocałował w policzek.
-Niall... Miło cię widzieć.-odwzajemniłam buziaka. Był jakiś taki cichy i przygaszony, więc było mi go żal. Wzięłam napoje i weszłam do salonu.
Drake Smith
Drake Smith (19l.) - Miły, uroczy i czarujący chłopak. Student w szkole aktorskiej. Typ Bad Boy'a z wielkim serce. Gdy spotyka Oliwię zakochuje się w niej. Z czasem stają się najlepszymi przyjaciółmi. Pomaga jej w trudnych chwilach. Nienawidzi One Direction, a zwłaszcza Harrego.
Alice
Siema, tu Carmen <3
Daję Wam nocię z Alice :D
Alice Stoner (Ali, Al, Allen) 18 lat. Al jest uroczą dziewczyną. Z Carmen przyjaźnią się od 3 roku życia. Wiedzą o sobie wszystko, i zrobią dla siebie wszystko. Nie jest zbyt pewna facetów, ale nie miała z nimi kłopotów w przeszłości. Jest nieuleczalną romantyczką, podobnie jak Car. Ma poczucie godności i własny honor. Uwielbia kolor fioletowy i psy. Słucha 1D i innych popowych wykonawców.
I tylee :D Z okazji Świąt, życzę Wam zdrowia, szczęścia, pomyślności, spełnienia marzeń i 1D pod choinką!! <3 Całusy Car ;*
Daję Wam nocię z Alice :D
I tylee :D Z okazji Świąt, życzę Wam zdrowia, szczęścia, pomyślności, spełnienia marzeń i 1D pod choinką!! <3 Całusy Car ;*
Rozdział IX
*Z perspektywy Oliwi*
Dojechaliśmy do domu chłopaków. Bardzo cieszyłam się, że będę mogła u nich przenocować. Jednak obawiałam się reakcji Harrego. On jako jedyny nie był do mnie przekonany.
-Liam, jakby coś to śpię na kanapie.- on tylko prychnął i spojrzał na mnie ze śmiechem.
-Nie wygłupiaj się. Śpisz w pokoju któregoś z nas. Goście nie śpią na kanapach.- przewróciłam oczami.
-Ok chodźmy.- zgasił silnik i wyszliśmy z samochodu. Na zewnątrz sypał śnieg, a siarczysty mróz spowodował, że moje włosy zaczęły zamarzać. Liam zadzwonił dzwonkiem do drzwi. Usłyszeliśmy, że głośne śmiechy ucichły, a po chwili też zbliżające się kroki. Payne schował mnie za plecami. Otworzył nam blondyn, który od razu się wyszczerzył.
-Ooo Liam! Chłopaki, będzie żarcie!!!- wydarł się Horan, a wszyscy zaczęli się zlatywać i po chwili cała czwórka patrzyła na bruneta, jak na zbawienie.
-Hahaha.. mam coś o wiele lepszego od jedzenia Niall.- pokręcił głową z dezaprobatą.
Blondas wytrzeszczył gały z nie do wierzenia.
-Co może być lepsze od jedzenia?- zakpił z brązowookiego.
-Hmm, na przykład ona.- odsunął się na bok, a wzrok wszystkich skierował się na mnie. Niall z Zaynem uśmiechnęli się radośnie, a Hazza... spoglądną na mnie lekko zszokowany, ale ocknął się i przybrał kamienny wyraz twarzy.
-Cześć wam.- pomachałam im wesoło.
-Hej Oli!- krzyknął mulat równocześnie z głodomorkiem.
-Ta.. cześć.- mruknął z niezadowoleniem Styles i odszedł w głąb salonu.
Reszta zmierzyła go. Starałam nie przejmować się negatywnym nastawieniem loczka do mojej osoby.
-Robimy seans??- zapytał z nadzieją Niall.
-Ok. spokojnie. Niech pierwsze zdejmą te kurtki.- tak jak powiedział Malik tak też zrobiliśmy. Chłopcy zabrali mnie do salonu, a Liam poszedł zrobić herbatę i przynieść smakołyki.
Gdy weszliśmy do pomieszczenia, Harry siedział nad pudełkiem płyt zastanawiając się co wybrać.
-Ja nie mam pomysłu na film, może wy coś doradzicie?- przeleciał ich wzrokiem, który zatrzymał się na mnie. Uniósł jedną brew i uśmiechnął się cwaniacko.
-Spoko. Co powiecie na... "Dead Snow"?- cała trójka przyjrzała mi się uważnie, a Horan głośno przełknął ślinę.
-Nie mamy aż takich Horrorów.- zauważył Zayn.
-Spokojnie. Ja mam go ze sobą. Ostatnio kupiłam ten film w sklepie i do tej pory nie wypakowałam.- pokazałam im płytę, którą wyciągnęłam z torebki.
-Hmm.. odważna jesteś. Zobaczymy czy w trakcie też tak będzie.- powiedział Loczek rozsiadając się wygodnie na kanapie. Zignorowałam jego zaczepkę i podeszłam do Liama, który wyszedł z kuchni niosąc jedzenie. Zabrałam połowę przysmaków i ułożyłam na stole.
W tym czasie każdy zajął już swoje miejsce. Na moje nieszczęście jedyne wolne było koło Hazzy.
Postanowiłam grać twardo i bez wzruszenia usiadłam koło niego, czyli na brzegu kanapy. Udało mi się to, ale w środku, aż mnie rozrywało. Wzięłam po cichu głęboki wdech i zaczęłam oglądać.
Każdy oglądał zawzięcie. Nigdy nie widziałam ich tak skupionych. Widać, że powstrzymywali się od krzyków, gdyż sceny były naprawdę straszne. Mnie to nie ruszało. Byłam przyzwyczajona do tego typu kategorii filmowych. Od czasu do czasu czułam na sobie spojrzenie Harrego. Po jego wyrazie miny zauważyłam, że jest lekko wystraszony. Miałam już pewien plan co do niego. Gdy akcja rozkręciła się na tyle, że nawet ja mogłabym się bać, postanowiłam zrealizować wcześniej obrany zamiar.
Po chwili w telewizji rozległ się głośny krzyk, w tej samej sekundzie wbiłam dwa palce w żebra Stylesa, a ten stanął na równe nogi jak oparzony, piszcząc przy tym jak mała dziewczynka. Chłopcy siedzieli jak sparaliżowani, dopiero po jakiejś chwili dołączyli do mnie śmiejąc się jak wariaci. Z tego wszystkiego spadłam z kanapy tarzając się po ziemi. Hazza był strasznie czerwony, tylko nie wiedziałam czy to ze wstydu czy ze złości. Poturlałam mu się pod nogi. Przykucnął na de mną i spojrzał w oczy.
-Jeszcze się policzymy.- ten błysk.. poczułam się nieswojo.- wstałam i usiadłam koło Zayna, który tak jak reszta dalej dławił się śmiechem.
-Ahahahaha! Nareszcie ktoś zgasił naszego króla.- parsknął Liam.
-Stary! Żałuj, że nie widziałeś swojej miny.- nabijał się Niall.
-No Haroldziku, aahaha dziewczyna ahaha cię ahaha wystraszyła ahahahaahha!- Zayn ledwo co mówił, co rozbawiło mnie, lecz postanowiłam zachować zimną krew.
-No dobrze panowie. Co za dużo to nie zdrowo. Dokończymy ten film, czy na dzisiaj koniec?- posłałam im pytające spojrzenie.
-Jest już 2:00. Chodźmy spać. Dokończymy ten film jak dołączą do nas Louis z Caroline.- ogłosił Payne, a my przytaknęliśmy mu.
-Zostaje jeszcze jedna sprawa. Kto śpi z Oliwią?- dodał po chwili.
-Ja mogę.- wyprzedził Malika Styles.
-Ja mogę na kana..-przerwał mi Harry ciągnąc mnie za rękę.
-Śpisz u mnie.- zdziwiona podążyłam niepewnym krokiem z nim. Przypomniałam sobie, że Harry chciał się mi odegrać za tą sytuacje. Nie miałam ochoty z nim spać. Weszliśmy po schodach na drugie piętro. Jak się okazało, jego pokój znajdował się na końcu korytarza. Otworzył drzwi i wpuścił mnie pierwszą. Wszędzie było ciemno. Usłyszałam trzask drzwi. Wszedł za mną. Bałam się co będzie chciał zrobić, a na dodatek nic nie widziałam.
-Harry? Co ty robisz? Zapal światło nic nie widzę.- nikt mi nie odpowiedział.
-Zachowujesz się jak dziecko. Tam to w salonie było dla żartów.- dalej nic.
Strasznie chciało mi się spać, ale z Stylesem w jednym pokoju, a co dopiero w łóżku było stresujące. Nie wiadomo co może przyjść mu do głowy.
Nagle na karku poczułam gorący oddech, a zaraz czyjeś dłonie na talli. Odwróciłam się gwałtownie i wpadłam w ramiona, zapewne Hazzie, bo tylko on tu był.
-Ooo, ale się boję. Weź.. puść mnie.- nie posłuchał.
-Więc zamierzasz torturować mnie całą noc i nawet nie odezwać się słowem?- straciłam grunt pod nogami.
Chłopak podniósł mnie.
-Kto powiedział, że będę cię torturował.- jego niski, zachrypnięty głos sprawił, że moje ciało przeszły dreszcze.
-Ok...a mogę wiedzieć po co niesiesz mnie na rękach?- cicho zaśmiał się pod nosem.
-Zobaczysz...- byłam zdezorientowana. O co może mu chodzić? Wyrwałam się i pobiegłam na drugi koniec pokoju potykając się o różne rzeczy.
-A więc tak się bawimy?- czułam, że zbliża się w moim kierunku.
-Harry, jeżeli chodziło ci o zemstę, to udało ci się. Boję się, nie wiem o co ci chodzi. Starczy?- zaczęłam cofać się do tyłu, aż natrafiłam na ścianę, a on stanął kilka centymetrów prze de mną. Oparł rękę o ścianę.
-Koniec ucieczki. Co teraz zrobisz?- nachylił się nie wiele nad moją twarzą, tak, że czułam jego oddech na ustach.
-A co mam zrobić?- uniosłam jedną brew, ale on i tak tego nie widział.
-Być moja...- szepnął, a nasze usta dzieliły tylko milimetry. Wtedy łokciem uderzyłam o ścianę, tym samym zapalając światło.
-Aaaaa!- krzyknęłam z przerażenia. Styles był w stroju wampira. Długie kły, blada cera, włosy ułożone do tyłu, smoking i oczy podkreślone na czarno. Wyglądał bardzo przystojnie.
-Ahhahaha, mówiłem, że pożałujesz?- spojrzałam na niego z politowaniem.
-Wystraszyłam się twojego wyglądu, bo wiesz.. w sypialni, to ty raczej nago chodzisz, więc wiesz... krzyczę na zapas.- uśmiechnęłam się cwaniacko.
-Taa jasne.- zmrużył oczy.
-Dobra. Dość tych żartów. Chcę iść spać. Jeżeli chciałeś mnie tylko przestraszyć, to chyba pójdę już do salonu.- powoli zmierzałam do drzwi, ale on złapał mnie za rękę.
-Połóż się.- nie pewnie ruszyłam w stronę łóżka. W końcu ległam. Po chwili chłopak znalazł się obok.
W ciszy leżeliśmy, nic do siebie nie mówiąc. Po jakimś czasie zasnęłam.
Chłopak podniósł mnie.
-Kto powiedział, że będę cię torturował.- jego niski, zachrypnięty głos sprawił, że moje ciało przeszły dreszcze.
-Ok...a mogę wiedzieć po co niesiesz mnie na rękach?- cicho zaśmiał się pod nosem.
-Zobaczysz...- byłam zdezorientowana. O co może mu chodzić? Wyrwałam się i pobiegłam na drugi koniec pokoju potykając się o różne rzeczy.
-A więc tak się bawimy?- czułam, że zbliża się w moim kierunku.
-Harry, jeżeli chodziło ci o zemstę, to udało ci się. Boję się, nie wiem o co ci chodzi. Starczy?- zaczęłam cofać się do tyłu, aż natrafiłam na ścianę, a on stanął kilka centymetrów prze de mną. Oparł rękę o ścianę.
-Koniec ucieczki. Co teraz zrobisz?- nachylił się nie wiele nad moją twarzą, tak, że czułam jego oddech na ustach.
-A co mam zrobić?- uniosłam jedną brew, ale on i tak tego nie widział.
-Być moja...- szepnął, a nasze usta dzieliły tylko milimetry. Wtedy łokciem uderzyłam o ścianę, tym samym zapalając światło.
-Aaaaa!- krzyknęłam z przerażenia. Styles był w stroju wampira. Długie kły, blada cera, włosy ułożone do tyłu, smoking i oczy podkreślone na czarno. Wyglądał bardzo przystojnie.
-Ahhahaha, mówiłem, że pożałujesz?- spojrzałam na niego z politowaniem.
-Wystraszyłam się twojego wyglądu, bo wiesz.. w sypialni, to ty raczej nago chodzisz, więc wiesz... krzyczę na zapas.- uśmiechnęłam się cwaniacko.
-Taa jasne.- zmrużył oczy.
-Dobra. Dość tych żartów. Chcę iść spać. Jeżeli chciałeś mnie tylko przestraszyć, to chyba pójdę już do salonu.- powoli zmierzałam do drzwi, ale on złapał mnie za rękę.
-Połóż się.- nie pewnie ruszyłam w stronę łóżka. W końcu ległam. Po chwili chłopak znalazł się obok.
W ciszy leżeliśmy, nic do siebie nie mówiąc. Po jakimś czasie zasnęłam.
*Perspective by Caroline*
Otworzyła oczy i zerknęłam na budzik w kształcie króliczka z pluszową obudową. Wskazywał piętnaście po dziewiątej. Usłyszałam sygnał mojego telefonu.
-Haloo...- stwierdziłam, że mam straszną chrypkę.
-Siema Car!- usłyszałam radosny, znany mi głos.
-Dzień dobry. Przepraszam, z kim rozmawiam?- gestem nakazałam Louisowi być cicho.
-Nie poznajesz mnie? Carmen!- nie wiedziałam kto to jest, i ciągle nie byłam pewna.
-Świetnie, ale przepraszam. Ciągle pani nie poznaję.- Lou zaczął się ze mnie śmiać.
-Panna Caroline Dorothy Cecyly Adams, mająca lat osiemnaście. Zauroczona w Louisie Williamie Tomlinsonie z zespołu One Direction.- dalej nie wiedziałam kim jest ta kobieta.
- Przykro mi naprawdę...- przerwała mi.
-Możemy się spotkać. Dziś o 10:30 w MSC?- w głosie dziewczyny brzmiała rozpaczliwa nadzieja.
-Dobrze. Do zobaczenia.- rozłączyłam się i odłożyłam komórkę na szafkę nocną.
Popatrzyłam się Louisowi w oczy.
-Caroline, wiesz, że jak umówiłaś się z tą laską na...- nie skończył.
-Laską!- zaczęłam bić go poduszką po głowie.
-Myszko! Nie chciałem!- zaczął mnie łaskotać.
Zerwałam się z łóżka i zbiegłam na dół do salonu. Pasiasty pobiegł za mną i złapał mnie w pasie.Poczułam , że się unoszę i ląduję na sofie.
-Lou wiesz, że za piętnaście minut mam być w MSC?- wstałam i ruszyłam w stronę łazienki.
Nawet nie zdążyłam wejść pod prysznic i już musiałam się ubrać. Narzuciłam czarne leginsy , jaskrawo zieloną tunikę i rażąco niebieskie botki oraz bijącą po oczach żółtą, skórzaną, krótką kurtkę.
-Wyglądasz..niezwykle kolorowo.- Louis przygotowany do wyjścia stał w przed pokoju.
-Dziękuję.- wystawiłam język i wyszliśmy przed willę. Sięgnęłam po klucz kiedy usłyszałam trzask robionego zdięcia. Gdy zamknęłam drzwi weszliśmy do auta Louisa.
-Lou...-zaczęła cicho.
-Chodzi ci o to zdięcie?
-Nie..-pokręciłam przecząco głową.
-Chodzi mi o to, że chociaż między nami nic jeszcze nie zaszło, to zachowujemy się jak para.- wydusiłam to z siebie.
-Słuchaj, może dla ciebie pocałunki to nic, ale...- przerwałam mu.
-Chodziło mi o coś głębszego, co mogłoby głęboko w nas wejść..- i chociaż chwila nas nie nastrajała oboje wybuchliśmy śmiechem. Zatrzymaliśmy się. Pocałował mnie w policzek.
-Pa...Powodzenia.- objął mnie jedną ręką.
-Nie dziękuję.- wyszłam z samochodu.
Opuścił szybę i rzucił jeszcze.
-Będę tutaj czekał.
Posłałam mu uśmiech. Weszła do MSC i usiadłam przy oknie, i patrzyłam na Louisa siedzącego w aucie. Po chwili otrzymałam shake'a którego chwile temu zamówiłam.
-Truskawka?-usłyszałam znany mi głos i ktoś dosiadł się do mnie.
-Harry!- ucieszyłam się na widok kolegi.
-Jak myślisz..Przyjdzie??- spojrzałam na niego.
-Nie wiem... Jeśli powiedział, że tak, to tak.- spojrzał na mnie życzliwie, chociaż jego twarz była kamienna.
-Raczej powiedziała... Jakaś obca laska dzwoni do mnie, umawia się w MSC i nie przyjeżdża.
-Albo stoi w wejściu i obserwuje nas.- spojrzałam na wysoką ciemnowłosą dziewczynę, która ubrana w szary płaszcz podchodziła do nas. Wyglądała jak Dulce Maria.
-Myślisz, że to właśnie ta dziewczyna?- uśmiechnął się do mnie i upił łyk swojego shake'a.
-Toffi?- oboje uśmiechnęliśmy się.
-Louis cuę tu odwiózł?- spojrzałam na niego zdziwiona.
-Tak, a co?- spojrzałam na niego zdziwiona.
-Nic...spaliście ze sobą?-ciągnął dalej.
-Raczej obok siebie... Harry co to za wywiad?
-Przepraszam, ale Niall..On.. On cię uwielbia. - przerwała mu owa dziewczyna.
-Caroline!!!!- wykrzyknęła i zaczęła mnie mocno przytulać. Wtedy zaskoczyłam kto to.
-Alice!- mocno objęłam kobietę i łzy zalśniły mi w oczach.
-Harry poznaj Alice Stoner.- mocno przytuliłam Hazzę.
-Alice, miło mi.- wyciągnęła rękę.
-Harry. Mnie również. - uścisnął jej dłoń i popatrzył w okno.
-Sorry dziewczyny, ale muszę lecieć. Paa.-zniknął.
-Chodź. Muszę coś komuś powiedzieć i jedziemy do mnie.- pociągnęłam ją do wyjścia. Doszłyśmy do auta. Zapukałam w szybę. Drzwi się otworzyły.
-Louis, kotku, podwieziesz Nas do domu?-strzeliłam uśmiech po czym wybuchnęłam śmiechem na widok miny Alice.
-Zdziwiona Harrym czy zszokowana Lou?- z dezaprobatą pokręciła głową.
sobota, 22 grudnia 2012
Rozdział VIII
*Z perspektywy Oliwi*
-Lou? Co ty tutaj robisz?- bardzo zszokował mnie jego widok, a zwłaszcza, że Caroline z nim nie było.
-Chciałem porozmawiać... Z tobą.- dodał widząc moją reakcję.
-Niech zgadnę...- udawałam, że myślę.
-Hmmm.. o świętach? Nie... O wiecznie niepohamowanym napadem głodu Nialla? Nie... o tym dlaczego Hazza mnie nie lubi? Nie.. tego nikt nie wie... hmm może..- przerwał mi.
-Olii...- zaśmiał się kręcąc głową.
-No dobra ... o Caroline?- uniosłam cwaniacko brew.
-Tak.- zaczerwienił się lekko.
-Pomogę ci z wielką chęcią. Pewnie już nigdy nie trafi na takiego chłopaka jak ty, więc wiesz... doradzę ci w każdym szczególe.- pan marchewka automatycznie rozluźnił się po mojej wypowiedzi.
-Więc co chciałbyś wiedzieć?- posłałam pytające spojrzenie w jego kierunku.
-Co mam zrobić, żeby ona zwróciła na mnie uwagę? Nic na nią nie działa. Pocałuję ją. Odwzajemni i ucieka. Co jest ze mną nie tak?- uniósł bezradnie ręce ku górze.
-Z tobą jest wszystko ok. Caroline w przeszłości miała miłosne zawody i teraz jeżeli chodzi o chłopaków jest bardzo ostrożna. Boi się angażować w związki za szybko, bo nie chce potem być zraniona.- Louis słuchał mnie bardzo uważnie. Widać jak analizował po kolei każde słowo w skupieniu. Kontynuowałam dalej.
-Musisz naprawdę pokazać, że jesteś jej wart, że nie potraktujesz jej jak jakiejś zabawki, albo po prostu daj jej czas, bo jeżeli chcesz się tylko zabawić, albo tworzyć związek bez...- wszedł mi w połowie słowa.
-Nie! Nie mam ochoty na żadne zabawy. Caroline jest jedną z osób, na której zależy mi najbardziej. Myślę o niej bardzo poważnie i chyba.. chyba.. ją kocham.- na mojej twarzy wykwitł serdeczny uśmiech.
-Będziecie razem...- w jego oczach pojawiła się nadzieja.
-Skąd to wiesz?- zapytał niepewnie.
-Znam ją nie od dziś. Pamiętam jak zachowywała się, gdy cię pierwszy raz spotkała, ile o tobie mówi, jak na ciebie patrzy i ile czasu z tobą spędza. Z żadnym chłopakiem jeszcze tak nie robiła, a na pewno nie z przyjacielem.- ostatnie słowa wyraźnie zaakcentowałam co wprawiło mojego towarzysza w niebański nastrój.
-Chcesz coś do jedzenia, albo do picia?- wstałam z fotela.
-Czytasz mi w myślach. Może..-przerwałam.
-Marchewkę i herbatę malinową.- otworzył szeroko oczy.
-Rozumiemy się bez słów.- wyszczerzył się.
Powędrowałam do kuchni. Z lodówki wyjęłam marchewkę i gorącą wodą zalałam herbatę. Zabrałam jedzenie ze sobą i wróciłam do salonu. Podałam szklankę z napojem oraz marchewkę Tomlinsonowi.
-Dziękuję.- powiedział i ugryzł warzywo.
-Proszę.- wzięłam łyka swojej herbaty.
Zauważyłam, że Louis przygląda mi się.
-Co jest? Mam coś na twarzy?- teatralnie zaczęłam udawać Zayna.
-Ahaha nie. Tylko dopiero teraz uświadomiłem sobie, że jesteś moją przyjaciółką. Jeszcze nigdy nie miałem takiej osoby jak ty. Teraz wiem, że ty zawsze mi pomożesz.- w moim oku zakręciła się łza.
-Zawsze ci pomogę. I masz rację to samo czuję do ciebie. Ty także, jesteś moim najlepszym przyjacielem Lou.- chłopak wstał i zaczął mną kręcić.
-Hahahaha Tomo! Wariacie! Puść mnie!- po dłuższych namowach się zgodził. Postawił mnie na ziemie, tak, że patrzeliśmy sobie w oczy. Pech chciał, że Louis potknął się i wylądował na kanapie, a zaraz na nim znalazłam się ja. Louis zaczął mnie łaskotać. No tak on takiej okazji nigdy nie przepuszcza.
Ze śmiechu rozbolał mnie brzuch. Chciałam mu się wyrwać przez co rozpięła mi się bluzka i zostałam w samym staniku. Oby dwoje poczerwienieliśmy. Po chwili usłyszeliśmy otwieranie drzwi. Po chwili w salonie stała Caroline, która na nasz widok zbladła.
-Co wy??- jej nogi dziwnie się ugięły. Spadła na ziemię. Zemdlała.
Szybko założyłam bluzkę i razem z Lou pobiegliśmy do niej. Tomlinson wziął ją na ręce i zaniósł na sofę.
Z łazienki przyniosłam zimne okłady.
-Caroline! Obudź się! Caroline!- delikatnie klepał ją po policzku. Dziewczyna zaczęła pomału otwierać oczy.
-Wynoś się!!- krzyknęła w moją stronę. Czułam, że dłużej nie powstrzymam łez, więc postanowiłam dać upust emocją i wybiegłam z domu. Już nic nie rozumiem. Ja chcę jej pomóc, ona traktuje mnie jak śmiecia. Boże.. Dlaczego?? Biegłam przed siebie, nie patrząc na nikogo przez co wpadłam komuś prosto w ramiona.
Zdezorientowana nie mogłam się ruszyć. Wszystko było mi obojętne. Mogłam zginąć tu i teraz.
-Oliwia... co się znowu stało.- tak to znowu był on. Zjawiał się zawsze wtedy gdy go potrzebowałam.
-Liam.. znowu pokłóciłam się z Carol. Był u mnie Lou. Doradziłam mu z nią. Zostaliśmy najlepszymi przyjaciółmi, łaskotaliśmy się, odpięła mi się koszulka i zostałam w samym staniku. Wtedy weszła Car i..i zemdlała...- Payne przytulił mnie jeszcze mocniej do siebie. Nic nie powiedział, o nic więcej nie pytał, za co byłam mu bardzo wdzięczna.
-Spokojnie. Dzisiaj nasza marcheweczka coś zdziała.- zaśmiał się.
-Bożę. Niech oni już będą razem!- uniosłam oczy ku górze i westchnęłam.
-Zabawimy się?-rzucił ni stąd ni zowąd.- poruszył brwiami. Znowu ta wizja Bad Boya...Dlaczego?
-Ej! Ziemia do Oli!- machał mi ręką przed oczami. Ocknęłam się.
-Przepraszam. Zmyśliłam się. W co chcesz się zabawić?- spytałam nie pewnie.
-Kto pierwszy w aucie! Start!- zaczął biec.
-Ej to nie fair. Nawet nie wiem gdzie masz samochód.- zrezygnowany wrócił do mnie.
Rozmawiając o spędzonym dniu doszliśmy do auta. Weszliśmy do środka, gdzie Liam włączył ogrzewanie.
Wykonam jeden telefon i jedziemy.- spojrzał tajemniczo i wyciągnął telefon.
-Hej Caroline. Tak, nie gniewa się, tak, ok, zostaje na noc, jutro będzie w domu, tak. Ok. Dobranoc!- rozłączył rozmowę.
-Mówiłem? Nawet po rozmowie idzie wyczuć, że Louis się nią zajął, a co lepsze, nawet mu w tym przeszkodziłem trochę...- podrapał się w tył głowy.
-Ahahaha. I jak gniewa się?- spytałam z nadzieją.
-Ona na ciebie? Niee... a właśnie dziś zostajesz u nas na noc, dochodzi północ więc zrobimy mały maraton filmowy. Jedziemy?
-Yhh... Ok.- przewróciłam oczami.
*Perspective by Caroline*
Oli ze łzami w oczach wybiegła z domu. Wstałam i wbiegłam po schodach do mojego pokoju.
Nawet nie zamknęłam drzwi, bo osunęłam się po ścianie. Zaczęłam spazmatycznie płakać.
-Caroline kochanie, to nie było tak jak myślisz..- próbował mnie przytulić, ale go odepchnęłam.
-Spadaj, wiesz, że tym przekreśliłeś wszystko?- popatrzyłam z nienawiścią w jego oczy.
-Pozwól mi wszystko wytłumaczyć.- w jego oczach zalśniły łzy.
Wiedziałam , że w tym momencie długo nie wytrzymam. Wyciągnęłam ręce i łkając wtuliłam się w jego szyję.
-Caroline...-mocno mnie objął.
-Louis, ja tak nie potrafię... ja...cie...tak..bardzo...proszę...-ciągle miałam dreszcze.
-O co mnie prosisz?- mocniej się w niego wtuliłam.
-O to żebyś był...- na te słowa puścił mnie, a ja drżącymi wargami gorączkowo zaczęłam szukać jego ust. Po chwili nie przerywając pocałunku oboje wstaliśmy i ruszyliśmy w stronę mojego łóżka. Zorientowałam się, że mam rozpięte jeansy podobnie jak stanik.
W tym momencie usłyszałam, że dzwoni moja nowa komórka. Stoczyłam się z Louisa i chociaż obejmował moje nagie ciało dosięgnęłam telefonu.
-Halo?- starałam się opanować rozedrgany głos.
-Caroline? Stało się coś? Masz taki dziwny głos.- Liam zauważył zmianę.
-Nie wszystko ok. Wiesz może gdzie jest Oli? Pokłóciłam się z nią i gdzieś pobiegła.-powstrzymywałam chichot, bo Louis miział mnie po plecach i po karku.
-Tak. Jest ze mną , i mówi, że nie jest na ciebie zła.
-Powiedz jej, że ja kocham.- rzekłam z ulgą po czym musnęłam palcem nos Louisa, bo zrobił sfochaną minkę.
-A zaopiekujesz się nią?
-Jasne!- Jego głos zabrzmiał radośnie.
- Kiedy ja odprowadzisz? O ile ją odprowadzisz.- dodałam błyskawicznie, po czym dla zabawy zaczęłam odgarniać Louisowi włosy z twarzy.
- Widzę, że masz z Louisem nadzieję, na długą noc.- zachichotał.
-Dobrze odwiozę ją jutro . Ok. 16:00. Pa.- rozłączył się.
-No to na czym skończyliśmy?- znacząco spojrzałam na chłopaka leżącego po de mną.
-Jeśli wiesz o co mi chodzi.- zrobiłam popularną minę.
-Jestem zazdrosny.- przewrócił oczętami, powstrzymując śmiech.
-Ooo??- uniosłam brwi.
-O pewną osobę..- mocno mnie do siebie przyciągnął i namiętnie pocałował.
-Louis jesteś nie przyzwoicie...-urwałam. Czułam, że ta noc będzie genialna.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


